Przełom roku – filmowe podsumowanie.

Postanowiłem sobie co jakiś czas napisać podsumowanie filmowe, które – jak to na blogach – będzie bardzo subiektywne. Wybieram do niego raczej blockbustery i filmy „lekkie, łatwe i przyjemne”, więc jeżeli chodzi o kino ambitne, to takiego w moich zestawieniach nie znajdziecie.

Okres jaki sobie obrałem to listopad i grudzień 2013 plus styczeń 2014. Tak, tak – wiadomo, że wszystko już zostało napisane, wszystkie recenzje są dodane, a jednak czuje, że potrzebuje takiego podsumowania. Bez zbędnego przynudzania.

LISTOPAD 2013

– Thor: Mroczny Świat

No cóż – poprzedni Thor do najfajniejszych nie należał. Ze wszystkich filmów, które szykowały nas na Avengers opowieść o nordyckim bogu wypadła najsłabiej. Co ciekawe – w sumie to właśnie ten film dawał nam głównego złego w Mścicielach. Druga część jest – no cóż – jest poprawna. Całe show kradnie oczywiście Loki (czyli bożyszcze nastolatek – Tom Hiddleston) i klata Chrisa Hemswortha. W sumie bawiłem się na filmie nieźle, choć przyznaję, że przeciwnicy byli nieco nijacy. Nie do końca kupiłem ich chęć zabijania i niszczenia. Było to naciągane bardzo mocno – ale cóż – konwencja swoje robi. Na pewno widać poprawę w stosunku do pierwszej części. No i widać iż wszyscy mocno pracują na to, aby całość uniwersum była spójna (vide odcinek Agents of S.H.I.E.L.D). Trzyma poziom.

– Wyścig

I znowu Chris Hemsworth. Tym razem mamy na tapecie pojedynek kierowców, który elektryzował świat F1 w latach 70 poprzedniego wieku. James Hunt i Niki Lauda. Perfekcjonista i hulaka z naturalnym talentem. Zderzenie dwóch różnych charakterów i podejść do wyścigów. A w tle kobiety, nieco imprez i świetne ujęcia mknących bolidów. Muszę przyznać, że nie byłem gotowy na to co zobaczę. Oczekiwałem kolejnego głupawego filmu, który oczywiście reklamowany był jako arcydzieło kina motoryzacyjnego. A jednak zestawienie silnych osobowości i świetna gra aktorska (bo o dziwo Hemsworth gra! i to nie Thora!)nie pozwalają się nudzić przez cały seans. Na koniec warto wspomnieć o świetnych ujęciach w czasie wyścigów bolidów. Zwłaszcza ujęcia w czasie deszczu robią wrażenie i pokazują jak niebezpieczny jest to sport. Najbardziej pozytywne zaskoczenie ostatnich miesięcy.

– Igrzyska Śmierci: W pierścieniu ognia

Nie jestem fanem. Zarówno serii (bo pierwsza mnie nie porwała), jak i książek (bo nie czytałem). Jennifer Lawrence także nie jest moją faworytą ekranową (w przeciwieństwie do niektórych moich znajomych), więc do filmu podchodziłem bez zbędnych emocji. I chyba bardzo dobrze zrobiłem. W sumie szału nie ma i cały czas po głowie kołacze mi się fakt, że książka jest znacznie lepsza. Dla RPGowców – można z książki wyciągnąć kilka fajnych motywów – zwłaszcza jeśli ktoś szykuje jakiś scenariusz, albo kampanię w klimatach survival (obracająca się wyspa jako zegar, niebezpieczeństwa co godzinę, atak małp – wystarczy zamienić zwykłe małpki w zombie i już mamy +miliard do przerażenia). Końcówka filmu dość przewidywalna, ale całość ogląda się bardzo przyjemnie. Trzyma poziom.

I teraz – zapewne zaraz będzie krzyk, że nie oglądałem Frozen. W internetach widzę sporo zachwytów na temat tej animacji, jednak także można przeczytać coś innego – sporo nawiązań do Tangled. Skoro filmy podobne, a mi animacja o złotowłosej nie podeszła, to nie było sensu tracić czasu na Frozen.

GRUDZIEŃ 2013

– Hobbit: Pustkowie Smauga

Długo oczekiwany film, który okazał się znacznie lepszy niż część pierwsza. Co ciekawe film pomimo swojej długości nie wynudził mnie tak jak jedynka. Podobało mi się, jak zrobione jest miasto na jeziorze, oraz gra Martina Freemana. To chyba najmocniejsze dwa punkty, bo uznanie niedoszłego romansu między elfką a krasnoludem uznałem za żart i to niezbyt udany. Przejdźmy jednak do tego, czym najbardziej emocjonowało się środowisko, czyli do samego smoka. Nie jest źle. Ale nie wydaje mi się, żeby było to aż tak superduper zrobione. Nawet w kinie nie było u mnie tego efektu WOW na jaki liczyłem! Dodatkowo jakiś taki … przegadany był ten smok. Czy oni dołożyli mu linii dialogowych w porównaniu do książki? No i zakończenie. Szczerze przyznam, że doskonale rozumiem zakończenie filmu cliffhangerem, ale takim ? Można było film skrócić o jakieś 20 minut i sprytnie zakończyć w czasie rozmowy Bilba ze Smaugiem, a całą „akcję” z oblewaniem smoka płynnym złotem pozostawić na rozpoczęcie części trzeciej. To dopiero byłoby z przytupem!

W sumie grudzień był dość słabym miesiącem, jeśli chodzi o oglądanie filmów. Święta, nadrabianie zaległości filmowych z poprzednich miesięcy spowodowało, że nie miałem dość czasu.

STYCZEŃ 2014

– American Hustle

Nominacje do Oskarów, plejada gwiazd, a jednak czuję niedosyt. Miałem wrażenie, że ten film będzie nieco o czym innym. Na pewno świetnie oddana epoka. Stroje, fryzury (!), makijaże, biżuteria – wszystko na plus. Ale brakowało mi tego czegoś. Mam wrażenie, że ludzie odpowiedzialni za ten film nie do końca byli w stanie zdecydować się, czy ma to być bardziej Ocean’s Eleven, czy bardziej w stronę obyczajowego dramatu. Wyszło to trochę nijako, ale aż tak źle nie jest bo niektóre momenty są zabawne a samo zakończenie i twist ciekawy, choć niezbyt odkrywczy. Jeśli chodzi o obsadę, chyba bardziej docenię B. Coopera i J. Lawrence (tutaj naprawdę pokazała, że jest aktorką, która zasłużyła na Oskara rok temu i nominację w tym roku) niż duet Bale i Adams. Na pewno wielu osobom film się bardzo spodoba. Dla mnie jest ok, ale zabrakło mi tego czegoś.

– Sierpień w hrabstwie Osage

Lubie „przegadane” filmy. Zwłaszcza na podstawie sztuk teatralnych. Może dlatego tak je lubię, bo nie oglądam ich za wiele. Ostatnim takim filmem była Rzeź, na której bawiłem się genialnie. Nie liczę Wszystkich odlotów Cheyenne’a (za ten tytuł ktoś powinien wisieć!), bo to nie do końca ta konwencja. Tym razem jednak dostałem starcie Streep – Roberts, które w moim mniemaniu wygrywa ta druga. Matko bosko – co ona wyczynia w tym filmie. Przez pierwsze 30 minut tylko przecierałem oczy ze zdumienia. Fakin szit! Co ta laska robi? Jak ona gra! W moim osobistym odczuciu wyżej wymieniony duet i walka postaci kasuje totalnie pozostałych aktorów, jacy pojawiają się na ekranie (a przecież uwielbiany Cumberbatch, Juliette Lewis, czy Ewan McGregor to nie siódma liga aktorska). Zmagania matki i córki śledziłem z wielkim zainteresowaniem, a gra aktorska zaskakiwała mnie na każdym kroku. Meryll Streep potwierdziła swój olbrzymi talent, Julia Roberts pokazała się jako aktorka kompletna, której nic nie można zarzucić. Jest jednak malutka łyżka dziegciu w tej wielkiej beczce miodu. Przy takiej plejadzie gwiazd, wydawać by się mogło, że taka produkcja będzie zgarniać same superrecenzje i będzie na ustach wszystkich. Ale czegoś zabrakło. Wydaje mi się, że silne, wręcz przytłaczające kreacje Streep i Roberts dały innym nieco luzu, przez co aktorzy nieco sobie odpuścili. I nie pokazali pełni umiejętności. Może poza Chrisem Cooperem, którego Charlie Aiken to wybijająca się kreacja drugiego planu. Czy popalał maryśke, aby zachować Zen jaki prezentował na ekranie? Bardzo możliwe – po seansie nie widziałem innego wytłumaczenia.

Ze styczniowych premier zostało mi jeszcze do obejrzenia 47 Roninów, Sekretne życie Waltera Mitty, Ja Frankenstein (czy to naprawdę tak zły film jak słyszałem?) i Wilk z Wall Street. Ale o tym już w następnym podsumowaniu.

Reklamy

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s