Diablo III – na kanapie we dwójke, a nawet w trójkącie.

81qVP4sKuGL._SL1500_Ominął mnie cały hype, a także późniejszy hejt związany z trzecią częścią Diablo. Ponieważ nie mam w domu PCta nie interesowałem się specjalnie tym tytułem, do czasu aż nie pojawiła się wersja konsolowa. Szczerze przyznam, że średnio widziała mi się rozgrywka w tego typu grę przed telewizorem. A jednak – kiedy w końcu odpaliłem płytę w konsoli od razu zasiadłem do gry w co-opie wraz ze swoją dziewczyną. I wtedy magia Sanktuarium walnęła mnie między oczy.

Pominę tutaj sferę wizualną – to kwestia gustu [SPOILER ALERT – choć muszę przyznać, że filmiki bardzo mi się podobały, zwłaszcza ten związany z Tyraelem i jego odejściem z Niebios], a zajmę się samą rozgrywką. Muszę także zaznaczyć, że moja partnerka nie jest graczką – bardziej śledzi moje poczynania i komentuje głównie stronę graficzną, choć często też wtrąca swoje trzy grosze odnośnie gameplay’u (głównie uwagi treści: „dlaczego Ty ciągle biegasz i strzelasz, ale to głupie”). Jednak Diablo 3 wciągnęło ją w stopniu dla mnie niewyobrażalnym.

Nigdy nie byłem fanem co-opów, a jedyną grą w którą grałem z kimś na konsoli był Buzz, bijatyki albo wszelakie wyścigi i Fifa. Dlatego wspólne przebijanie się przez hordy potworów było dla mnie swoistą nowością. Zwłaszcza, że osoba z którą grałem siedziała obok, więc na bieżąco można było komentować to co dzieje się na ekranie. A dzieje się naprawdę sporo! Wzrost ilości przeciwników, momentami totalny chaos i pandemonium niesamowicie podnoszą radość z rozgrywki, zwłaszcza gdy na ekranie nie pozostaje już żaden przeciwnik pada sakramentalne „Ale rzeźnia”. To sprawia mnóstwo frajdy.

Granie w dwie osoby początkowo nieco mnie przerażało – czy Blizzard odpowiednio rozwiązał poruszanie się po ekranie? Czy wszystko będzie płynne i tak dalej. Okazało się, że jest dobrze – animacja jest płynna, przesuwanie się jest proste i bardzo user friendly. Jeżeli postacie się od siebie oddalają, to ta która biegnie przy krawędzi ekranu jest niejako postacią dominującą i druga postać sama zaczyna biec za nią. Jeżeli zaś odległość staje się zbyt duża, postać która jest dalej teleportuje się do drugiej – owa teleportacja jest chwilami nieco denerwująca, ponieważ może wprowadzać nieco zamieszania na polu walki (zwłaszcza przy podziale na postać strzelającą, która znajduje się nieco na zewnątrz walki i typowego wojownika, który wręcz jest w samym środku grupy przeciwników) i może doprowadzać do zgonów, ale szybko można to opanować i po pewnym czasie przestaje nastręczać jakichkolwiek problemów.

Oczywiście sama gra zabiera znacznie więcej czasu, niż przy solowym przechodzeniu tytułu, zwłaszcza jeżeli poświęca się dużo czasu na przebieranie i sprawdzanie przedmiotów, penetruje się każdą dostępną lokalizację i tak dalej. Miałem możliwość zagrania z trzema różnymi osobami na mojej kanapie i za każdym razem kolejne przechodzenie pierwszego aktu sprawiało mi mnóstwo radości. Dwie z tych osób przykładały wagę do doboru ekwipunku, natomiast moja dziewczyna bardziej koncentruje się na samym wygrzewie, przez co gra z nią jest dość szybka. I tutaj dochodzimy do czegoś, co bardzo mnie zdziwiło. Długość poszczególnych aktów. Mianowicie – każdy kolejny akt jest coraz krótszy. Było to dla mnie dużym zaskoczeniem, ponieważ założyłem, że wszystkie akty będą miały mniej więcej taką samą długość. A im dalej tym szybciej, krócej. Szczytem jest ostatni akt, którego przejście zajęło mi i mojej dziewczynie jeden wieczór, czyli jakieś 4-5 godzin. Byliśmy bardzo zaskoczeni, kiedy nagle wpadliśmy do komnaty w której czekał na nasze postacie Pan Piekieł. No cóż – tak to widać dzisiaj bywa. Gra nie może być zbyt długa. Na szczęście zawsze można przejść grę po raz drugi i trzeci – 4 poziomy trudności (a wraz z ich wzrostem nowe przedmioty, bronie i tak dalej) zapewnią znacznie więcej rozrywki na kolejne wieczory.

Jeśli już przy sprzęcie i ekwipunku jesteśmy. Wersja na PS3 jest w polskiej wersji językowej, więc nie mam odnośnika do wersji angielskiej, jednak zastanawiam się kto był odpowiedzialny za wymyślanie nazw przedmiotów. Ja rozumiem przygotowanie puli nazw, które potem po prostu zestawiane są ze sobą w kolejności losowej, ale na bogów – Kosmos Umysłu? Srsly? Takich kwiatków jest w grze naprawdę sporo i podczas jednej z rozgrywek sporo czasu spędziłem wraz z moim kumplem na usilnym powstrzymywaniu śmiechu z kolejnych nazw przedmiotów jakie wypadały z zabitych przeciwników. A śmiech nie ułatwia koncentracji na kolejnej fali przeciwników, która chce pozbawić Cię życia.

Te drobne potknięcia i wpadki nie zmieniają faktu, że Diablo 3 jest świetnym sposobem na odprężenie się i spędzenie miło wieczoru na radosnym wygrzewie. Zwłaszcza, jeżeli może nam towarzyszyć druga (i trzecia i czwarta) osoba siedząca obok na kanapie. W tytule wspomniałem o trójkącie – nie miałem jeszcze możliwości zagrania w 3 osoby, jednak mam nadzieję niedługo naprawić swój błąd. Jestem wręcz przekonany, że sprawi mi i moim towarzyszom mnóstwo frajdy. Co ciekawe – nie wiem jak u Was, ale ja zauważyłem że kiedy już oswoiłem się w grze z drugą osobą, granie solo nie sprawia mi tak wielkiej przyjemności. Może jednak powinienem się przekonać do co-opa nieco bardziej?

Reklamy

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s