KGB #6 My girl, my girl…

Poniższa notka zalicza się do kolejnej edycji mutacji Karnawału Blogowego, czyli Karnawału Graczy Blogerów, prowadzonego w tym miesiącu przez Aeth.
Temat to Płcie i Gry.

Pomimo wielu podejść jakie można mieć do tematu, postanowiłem jednak nie pisać o płciach w grach, a o płciach i grach, czyli o tym jak – przynajmniej u mnie w domu ;) – obie płcie (czyli ja i Aga) do gier podchodzimy.

Panie przodem, więc najpierw kobiety :)
Agnieszka często obserwuje jak gram komentując. Zwraca baczną uwagę na grafikę (ze względu na wykształcenie), płynność animacji i tym podobne rzeczy. Często nie podoba jej się to w jaki sposób prowadzona jest gra. „Dlaczego oni ciągle powtarzają to samo zdanie? Dlaczego tak głupio krzyczą?” – oto próbka komentarzy, jakie słyszę znad ramienia w czasie przechodzenia kolejnej misji/etapu. Chyba najlepszym przykładem jest moja gra w Mass Effect 2, kiedy Aga stwierdziła, że ta gra jest bez sensu, bo:

  • a) Filmiki są słabe.
  • b) Za dużo jest strzelania (dzielimy wspólną niechęć do shooterów ;) )
  • c) Za dużo jest gadania, a do tego przewijam połowę dialogów, więc rozmowa wygląda idiotycznie (przechodziłem ME2 po raz drugi, albo trzeci więc nie wszystkie dialogi były dla mnie istotne ;)

Moja towarzyszka gier nie za bardzo koncentruje się na tym, jaka jest fabuła, jak przedstawione są postacie. Ważna jest akcja, w której chciałaby brać udział – ale jak twierdzi: nie ma skilla do obsługi pada w sposób odpowiedni.

Ale nie oznacza to, że nie lubi gier – nie, nie, nie. Jest wielką fanką serii Assasin’s Creed i Uncharted – oglądanie rozgrywki, filmików, tego jak przesuwa się fabuła jest dla niej przyjemnością. Wspólnie ogrywamy wszelakiego rodzaju wyścigi dla dwojga i gramy w Diablo III (o czym pisałem w jednej z poprzednich notek). I to właśnie Diablo III jest grą idealną dla Agi – prosta, nieskomplikowana ale dająca dużo radości z eksterminacji mieszkańców wszelakiej maści lochów i jaskiń. Co ciekawe – moja połowica nie przepada za rozwijaniem postaci poprzez kupowanie sprzętu w sklepie. Te jakże nużące ją czynności pozostawia mnie, twierdząc że nie jest w stanie ogarnąć tego. Dla niej liczy się tzw „pure fun” jaki płynie z gry. Levelowanie poprzez doświadczenie i rozwój postaci poprzez wydawanie punktów rozwoju i tym podobne. Nic innego, żadnych przedmiotów, kombinacji, setów. Gdyby miecz zwykły i miecz magiczny różniły się tylko wyglądem, Aga rzuciłaby tylko jakąś uwagę na temat tego, czy dany przedmiot pasuje do całego wyglądu postaci, czy nie – pozostałe aspekty, jak bonusy, dodatkowe obrażenia i tym podobne nie są ważne. To przypomina pewną sytuację z Diablo III właśnie – znaleźliśmy jeden z legendarnych przedmiotów, jakim były buty. Założone postaci Agnieszki (Lowczyni Demonów) okazały się oczojebliwymi kozakami w kolorze żółtym. Zajęło mi kilka dobrych minut, aby przekonać kobietę, że te buty są KONIECZNE! Po prostu nie pasowały do looku i całości. Czy to czyni ją niedzielną graczką, czy może osobą kalającą gejming?

Otóż wydaje mi się, że podejście jakie prezentuje Agnieszka jest – pomimo tego iż selektywne – bardzo pragmatyczne. Chcę funu! Chcę zabawy, rozrywki, wkurzania się, że zabił mnie boss. Proszę o wyeliminowanie wszystkiego, co rozgrywkę mi utrudnia, co mnie nie interesuje. Czy to nie jest podejście idealne dla gracza niedzielnego? Dostarczenie mu rozrywki wymagającej, ale nie niemożliwej do osiągnięcia. Nikt nie rzuca padami o ścianę po pierdyliardzie nieudanych prób pokonania bossa. Nikt nie wkurza się że coś nie idzie tak jak sobie to założył.

Mamy w internetach i w realu wiele kobiet, które są graczkami przez duże Gie. Znają się, grają, opiniują i tak dalej. Są tRu. My jesteśmy każualami. I się tego nie wstydzimy. Agnieszka wręcz nie jest nawet każualem. Nie wiem jak się nazywa taki typ jaki zaprezentowałem – ktoś ma jakiś pomysł?

A co do mnie? No cóż. Ja gram trochę więcej, zwracam uwagę na inne rzeczy – jestem wręcz przeciwieństwem Agnieszki. Fabuła, postacie, dialogi – to to co mnie kręci i to co sprawia mi najwięcej przyjemności z gry. Grafika, system sterowania, czy ogólna mechanika rozgrywki są na dalszym miejscu. Może dlatego tak lubie Dragon Age II – właśnie za dialogi i opowiedzianą historię, a nie za to, że to jakże paskudny Hack’n’Slash. Ale o mnie już wystarczy ;) – więcej pewnie będzie w kolejnych notkach o grach.

Patrzę tak na to co napisałem i zadaję sobie pytanie – jak sytuacja wygląda u innych? Czy Wasze połówki grają z Wami, nie interesują się i tak dalej? Temat wyświechtany i pewnie wałkowany wielokrotnie, ale… ;)

Reklamy

One comment

  1. Z moja połowicą to tlyko gladiatorzy na move’a (level hard expert- moje kolano skęcone w realu) oraz Little Big Planet i słynne „dyndaj w moja stronę to na ciebie skoczę!”

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s