Miesiąc: Lipiec 2014

Beta Destiny – moje wrażenia

Wszyscy już pewnie zdążyli opisać swoje wrażenia po zakończonym w niedziele szaleństwie, jednak ja siadam dopiero teraz, kiedy już opadło podniecenie i mogłem sobie przemyśleć to i owo na temat nowego dziecka Bungie.

A więc – jaram się.

Jaram się głównie dlatego, że – pomimo iż ta gra to czysty shooter i do tego MMO – jest w niej coś takiego, co kiedyś określało się słowem „miodność” a dzisiaj to chyba „grywalność.

Nie interesowałem się tym tytułem wcześniej – wiadomo bo shooter – ale filmiki robiły na mnie wrażenie i podobał mi się niesamowicie design postaci. A potem rozpętało się piekło bety i w moje łapki wpadł klucz, więc stwierdziłem, że sprawdzę czy to faktycznie takie fajne.

I wiecie co – to więcej niż fajne! To jest ekstra super kul. A nawet kul, kul, kul jak mawia Abed.

Historia jest prosta – była Złota Era cywilizacji ludzi, potem przybyła Ciemność i wszystko się posypało. Traveler, który dał ludziom wiedzę i wspierał ich w czasie Złotej Ery poświęcił się w walce z Ciemnością i odpędził zły byt. Resztką sił i swojej energii stworzył ostatnie miasto, które jest oazą bezpieczeństwa dla ludzi i ich sprzymierzeńców. Ziemia tymczasem jest zniszczona i pałęta się po niej mnóstwo sług Ciemności.

Nasza postać to Guardian – wybrany przez Ducha  – naszego mechanicznego przyjaciela, do obrony i walki z siłami Ciemności.

Tak w wielkim skrócie przedstawia się zarys fabularny, a przynajmniej to co można odkryć w becie przechodząc właśnie rozdziały story mode. Oczywiście nie jest to nic odkrywczego, a jednak w jakiś sposób wciąga nas w rozgrywkę. A przynajmniej mnie, ponieważ średnio zwracałem uwagę na dodatkowe rodzaje rozgrywki, nastawione na multiplayera.

Zacznijmy od grafiki – oczywiście – na PS3 gra nie wygląda tak niesamowicie jak na next genach a jednak udało się twórcom odwzorować dzięki niej klimat starego, rosyjskiego kosmodromu. W niektórych momentach, kiedy zapędzałem się gdzieś pod ziemię autentycznie miałem wrażenie, że ktoś mnie obserwuje i zaraz na pewno coś wyskoczy zza rogu! Tak samo jest na zewnątrz. Niektóre widoki zapierają dech w piersiach. Jednak widać istotne różnice w mocy pomiędzy PS3 a PS4 – w internetach są już dostępne porównania grafiki i trójka wyraźnie odstaje od swojej następczyni. Jednak mi osobiście nie przeszkadzało to w grze zupełnie.

1981897_1453600358223236_6627974188060311786_n

A przechodząc do samej rozgrywki – dostępne są 3 rasy i 3 klasy. Sama rasa to zabieg czysto kosmetyczny, bez wpływu na rozgrywkę. Natomiast klasa to oczywisty wyznacznik tego w jaki sposób będziemy grać. Titan, Scout i Warlock, czyli żołnierz, zwiadowca i … Warlock (nie zamierzam tłumaczyć tego na polski, za bardzo lubie to słowo). Warlock – klasa którą grałem – to gość który zgłębiał tajniki Pustki, przez co jest wersją sci-fi walczącego mnicha. Potrafi nieźle strzelać, a do tego posiada umiejętności związane z walką wręcz (fala uderzeniowa, bardzo przydatna), czy granaty tworzone właśnie z energii pustki. Wydaje mi się – patrząc na walkę multi – że pozostałe klasy mają generalne dość zbliżone umiejętności, choć zapewne znajdziemy sporo różnic, których nie jestem w stanie wymienić, ponieważ skoncentrowałem się na grze tylko wspomnianym wyżej Warlockiem.

10559685_1453814011535204_1679927354938177032_n

Bungie postanowiło uprościć kwestię sprzętu – który w tego typu grach jak zawsze jest okrutnie ważny – do minimum. Jedna statystyka + bonusy + ewentualne możliwości specjalne broni, czy pancerza. I tyle. Dodatkowo od razu ma się możliwość porównania sprzętu, więc wiadomo, czy opłaca się w niego inwestować. Prosto i na temat – każdy się w tym połapie. No i dodatkowo – każdy element zarówno ubioru, jak i broni wygląda po prostu super. Nawet składając swój pancerz z randomowych elementów wygląda się odjechanie. Po prostu OSOM!

destinyguardians

Oczywiście autorzy pokazali bronie i pancerze, które nie były możliwe do zdobycia w grze (ze względu na ograniczenie poziomu), jednak oglądając najbardziej wypasione i potężne bronie ślina sama napływała do ust – świetny zabieg. Wszyscy tym bardziej będą czekać.

W Destiny znajdziemy jeszcze wiele innych smaczków (statki kosmiczne, speedery), czy opcji rozgrywek (dostępna misja Strike, czyli zabijanie bossa w trzy dobrane przez grę osoby). Jednak nie ma sensu specjalnie się nad nimi teraz rozwodzić, jeśli nie ma pełnej gry. Zapewne dla wielu osób będzie to niezwykle ważny element rozgrywki, jednak ja osobiście bardziej postawię na Story Mode i jestem ciekawy, czy autorzy będą potrafili zaserwować mi ciekawą historię w tym nowym i interesującym świecie. Liczę na to i to bardzo.

Reklamy

Community żyje!

community

Ten radosny jakże tytuł związany jest z tym, że jednak będzie szósty sezon serialu Community. Do ostatniej chwili ważyły się losy tej produkcji, jednak w końcu udało się znaleźć kogoś, kto podejmie się produkcji kolejnego sezonu w niezmienionej obsadzie i z Danem Harmonem za sterami.

Co – przy okazji tej notki – każe mi także zareklamować ten tekst – bardzo ciekawe podejście i bardzo ciekawe w moim mniemaniu spostrzeżenia odnośnie stanu samej telewizji, kablówek i tym podobnych. Polecam.

Ale wracając do Community. Serial przewijał się w telewizji od pewnego czasu na różnych kanałach. Oglądałem go z Agą dość mocno na wyrywki. Zwłaszcza uwiódł nas – jak się później okazało – finał drugiego sezonu związany z paintballem z gościnnym udziałem Sawyer’a z Lost.

Josh-Holloway-Community_610

Teraz, kiedy przyszła kolejna serialowa wakacyjna posucha, można było zacząć nadrabiać zaległości. I wtedy przypomniałem sobie właśnie o tym serialu. A że odcinki mają po 30 minut. Cóż – powinno być lekko, łatwo i przyjemnie. I mnie wciągnęło. Pierwsze trzy sezony są w pewien sposób magiczne. Napakowane kliszami, odniesieniami do popkultury, nadętymi mowami i pięknie zachowanym schematem, według którego kręcone były poszczególne odcinki (Jeden sezon to jeden rok nauki w college’u). Wszystko to co dostajemy zagrane jest momentami brawurowo, ale generalnie lekko i przyjemnie. Nic nie męczy, a wręcz wywołuje uśmiech na twarzy oglądającego, który odkrywa coraz to nowe smaczki.

A fabuła? Mamy grupę totalnych przegrywów, która jest poprawna politycznie (według amerykańskich standardów), a jednocześnie pełna jest wad. Tak – wady to najdelikatniejsze określenie, jakiego można użyć aby określić głównych bohaterów, którymi są:

Community- Season 4

Jeff – złotousty oszust, który był prawnikiem. Właśnie był, bo jeden z jego kumpli go podkablował, przez co Jeff (zamiennie można korzystać ze słowa Mr Cool, albo Przystojniak) ląduje w Greendale.

Annie – najmłodsza z całej grupy. Nastolatka po załamaniu nerwowym. W liceum była najmniej popularną dziewczyną, z aparatem na zębach. Ma napady psychozy, jest perfekcjonistką.

Britta – blond aktywistka, która protestuje przeciwko uciskowi, patriarchatowi i czemu tylko chcecie. Kobieta – pech. Wszystko udaje jej się zBritto’ować (obejrzyjcie, to dowiecie się o co chodzi ;) )

Shirley – samotna matka, religjna fanatyczka, stosująca pasywną agresję. Żarty z religii są w Community na porządku dziennym. Wtedy właśnie Shirley staje się postacią dominującą. Poczekajcie aż wszystkie postacie powiedzą w co wierzą. Wtedy cała grupa – jak przy każdej innej okazji nabiera dodatkowych smaczków.

Abed – zamknięty w swoim telwizyjnym świecie … no po prostu Abed :) Dany Pudi, ma genialną gestykulację odgrywając Abeda, tak samo jak niektóre z jego powiedzonek (cool…cool, cool, cool). Dla mnie osobiście – momentami postać, która momentami ciągnie serial (o tym – niżej). Większość najfajniejszych twistów oczywiście dzieje się z jego udziałem.

Troy – chodził do jednego liceum z Annie. Był najpopularniejszym sportowcem, rozgrywającym drużyny futbolowej. Teraz w Greendale (nie dostał stypendium przez kontuzję i zawalony mecz) jest najlepszym kumplem Abeda. Nieco zdziecinniały, nieco … wolnomyślący (ale tylko chwilami). Ma najlepsze wejścia sytuacyjne.

Pierce – stary bogacz, dziedzic fortuny i imperium husteczek jednorazowych. Homofob, cham, żartuje z żydów, gejów, kobiet, innych religii. W tej roli – Chevy Chase.

W serialu gra też Ken Jeong, jako Chang, który jest Nauczycielem Hiszpańskiego/studentem/bezdomnym/ochroniarzem/szefem ochrony/szefem gangu składającego się z dzieci/dyktatorem i niepodzielnym władcą Greendale/człowiekiem z Changnezją.

Po przedstawieniu głównych bohaterów, trzeba zareklamować serial jako taki. Pokażę Wam tylko wybrane fragmenty :)

Pamiętacie mema z foką i napisem GAYYYY?

Wydaje mi się, że to jest oryginał :)

Odcinek w klimatach Glee ? (Obadajcie ten RAP!)

A oto jak Abed wciela się w Batmana!

No i oczywiście piękne odcinki związane z paintballem (finały dwóch pierwszych sezonów):

Jest tak niesamowicie wiele rzeczy, które w Community się pojawiają (odcinek jako animacja poklatkowa, muppety, gra komputerowa, paradokument o fortach i wojnie między frotem z kocy a fortem z poduszek w stylu Discovery!), że musiałbym poświęcić temu mnóstwo miejsca. Dlatego chciałem pokazać Wam jeszcze dwie zachęty :)

1. Odcinek poświęcony DnD :)

2. Jeden z najlepszych odcinków ever – Remedy chaos theory. Wtedy powstaje też Darkest Timeline, która przewija się potem co jakiś czas.

Jeżeli to Was nie przekonało, to nie wiem co musiałbym tu wrzucić. ;)

Enjoy!

Morfina na Odrze, czyli Podwodny Wrocław

10470829_862479017113196_1736898043263674720_n

W sobotę wybrałem się z Agą, Gosią, Asią i Miśkiem na koncert w ramach wrocławskiego festiwalu Podwodny Wrocław. Niby nic, niby kolejny koncercik naszych znajomych (bo na wokalu d’ i Andrzej Strzemżalski, a na basie Bond), a jednak….

Jak widać na zdjęciu powyżej – po pierwsze miejscówka była niecodzienna, bo koncert odbył się na jednym ze statków, które kursują po Odrze. Po drugie – było to kolejne spotkanie ludzi z Eklektik Session – inicjatywy, która świetnie i prężnie się rozwija w moim mieście. Artyści skupieni wokół Bonda co roku dają świetny koncert, inspirowany jakimś filmem (Lost Highway, czy Solaris), ostatnio przekształcili się w kameralny festiwal na którym można posłuchać świetnej muzyki, a teraz wydają płytę.

A po trzecie – koncert ten to Tribute to Morphine. Kapela której hołd składali muzycy gra świetnego, alternatywnego rocka, który w aranżacjach ES’ów wzbogacony o saksofon dawał niesamowitego kopa. Na wokalu dwóch kolesi, których głosy mają w sobie to coś, co powoduje że w jednej chwili uwodzą Cię dźwiękami, w drugiej przyprawiają o ciarki, krzycząc do mikrofonu, a w trzeciej podrywają Cię z krzesła szalejąc przy mikrofonie.

10471201_862479460446485_1143140779136355119_n 10441183_862479493779815_842061289974097026_n

Pomimo tego, że koncert – poprzez miejsce, lekki ścisk i trochę oniryczną atmosferę – był dość kameralny. Łódź sunąca po rzece, szaleństwa muzyków, solówki na basie i wspomnianym wcześniej saksofonie tworzyły niesamowitą atmosferę. A wszystko to okraszone czeskim piwem i pogrążone w oparach zapachowego tytoniu. Rewelacja. Chwilami miałem wrażenie, że jednak czas się zatrzymał, albo wręcz nieco cofnął. Takie koncerty mają swój klimat, który ciężko opisać jest słowami.

10521193_862479253779839_2545020380693257589_n 10420244_862479350446496_7649472115933974895_n

Chciałbym, aby w przyszłym roku także na statkach odbyły się jakieś koncerty. Chciałbym aby takie koncerty odbywały się znacznie częściej, bo jednak statek ma swój klimat, a panorama miasta dodatkowo robi swoje. Kiedy zrobiło się ciemno, poczułem się jak w jakiejś małej knajpie w Stanach żywcem wyjętej z filmu. Brakowało kelnerek i wykidajły przy drzwiach. Magiczne i niesamowite przeżycie. Jeżeli zawitacie kiedyś do Wrocławia i będziecie mieli okazję iść na koncert Eklektik Session – nie żałujcie pieniędzy. Jeżeli ktoś wpadnie na pomysł częstszego organizowania „koncertowych rejsów” po Odrze to na pewno się tam spotkamy, bo nie mam zamiaru przepuścić kolejnej okazji.

A tutaj możecie zobaczyć jak było!

P.S. Wszystkich zdjęć użyczył Sławek Przerwa | www.slawekprzerwa.pl