Miesiąc: Styczeń 2017

Justice League Dark

51436

Najnowsza odsłona animowanego świata DC traktuje o magii, demonach i zjawiskach nadprzyrodzonych. Na ekranie pojawiają się bardziej egzotyczne postaci, niekoniecznie znane przez przeciętnego zjadacza komiksów DC. Panie i Panowie – oto Justice League Dark, czyli wesoła menażeria której przewodzi nie kto inny jak największy pechowiec serialowych ekranizacji – John Constantine.

Ale od początku – mroczna liga sprawiedliwości, to zespół składający się oryginalnie z Johna Constantine’a, Zatanny, Deadmana, Madame Xanadu i Shade’a the changing man’a. Ta wesoła ekipa zajmuje się sprawami związanymi z magią, zjawiskami mistycznymi i okultystycznymi, które nastręczają problemów oryginalnej Lidze.

I tak mniej więcej zawiązuje się film o którym tutaj mowa – seria zjawisk nadprzyrodzonych z którymi stykają się członkowie Ligii prowadzi do nawiązania kontaktu z Constantinem przez…Batmana, który oczywiście stoi na stanowisku, że magia i okultyzm to bzdury. Jest to też związane z genialnym one linerem wypowiadanym przez Gacka kilkukrotnie w czasie całego seansu. Jego genialna prostota po raz kolejny pokazuje poważnego i sarkastycznego Mrocznego Rycerza w sposób lekki i zabawny.

Cały film jest jednak utrzymany w mrocznym klimacie z domieszką komiksowego okultyzmu. Mamy więc demony, magię, pentagramy, duchy i dużo krwi. Ta animacja otrzymała oznaczenie R, co oznacza że jak na kreskówkę niektóre sceny mogą być dość drastyczne (jak chociażby cały początek filmu) co jednak tylko podkreśla klimat w jakim przyjdzie nam zanurzyć się na 75 minut trwania JLD.

Nie sposób tutaj nie wspomnieć o odwiecznym rywalu DC, czyli Marvelu i jego ostatnim kinowym hicie: Doktorze Strange. O dziwo tematyka jest niezwykle zbieżna, jednak tak jak bardzo lubię marvelowskiego Sorcerer Supreme tak Constantine i ten mroczniejszy sposób pokazywania magii z mocniejszym naciskiem na okultyzm, a nie mistycyzm bardziej do mnie przemawia. Marvel koncentruje wokół wschodniego mistycyzmu, umiejętnie wplatając kolejne elementy do MCU, jest jednak – pomimo rozmachu – zbyt czysty, zbyt sterylny. Nie wiem, może jestem staroświecki ale magia w postaci nawet różowych pentagramów i macek jest bardziej atrakcyjna niż mnisi z Shaolin i tarcze z pomarańczowych pentagramów. No i Constantine jest palaczem co sprawia że praktycznie z automatu się z tym gościem utożsamiam.

Kreska, animacja i postacie stylem zbliżone są do Batman: Assault on Arkham co dla mnie jest dużym plusem, bo bardzo odpowiada mi klimat, kreska i kolorystyka. Magia przedstawiona jest z jednej strony bardzo widowiskowo (lewitujące w powietrzu znaki okultystyczne mieniące się naprawdę wieloma kolorami) a z drugiej naprawdę prosto i sympatycznie. Nie spowalnia akcji a jest dla niej świetnym dodatkiem.

W produkcji będziemy mieli okazję zobaczyć śmietankę okultystycznego światka DC, czyli Johna Constantine’a (któremu głosu użyczył Matt Ryan), Zatannę (której głosu użyczyła znana chociażby z nowej wersji Tomb Raider’a Camilla Luddington), Jasona Blooda/Etrigana (głos Ray Chase, znany chociażby jako Noctis z FF XV), czy Deadmana, który przewijał się już w poprzednich animacjach (Nicholas Turturro). Patrząc na innych aktorów podkładających głosy w tej animacji nie można pominąć takich nazwisk jak: Jason O’Mara (Batman), Rosario Dawson (Wonder Woman), czy Alfred Molina (Destiny) i Jerry O’Connell (Superman).

Całość nie jest super wybitna (zarówno jeśli chodzi o intrygę jak i ogólny feel), ale zaciera złe wspomnienia po tragicznym Killing Joke i przywraca wiarę w animacje DC i to, że ich poziom zostanie utrzymany w przyszłości, a szefostwo wyciągnęło wnioski z poprzedniej produkcji, którą – przynajmniej ja – chciałbym wymazać z pamięci.

Nastraja też optymistycznie przez nadchodzącymi w tym roku Teen Titans: Judas Contract i Batman and Harley Quinn. Jeżeli więc macie możliwość obejrzenia JLD to zróbcie to. To animacja naprawdę trzymająca poziom i dająca nieco inne spojrzenie na uniwersum DC, zwłaszcza po świetnym (choć innym) Doktorze Strange.

Reklamy