filmy

Promocja z pomysłem? Tak, ale niekoniecznie w Polsce.

wtf-rusty-surfboards-logo

Przeglądam sobie informacje prasowe dotyczące startu Showmax w naszym pięknym kraju i patrząc na niektóre newsy nie mogę wyjść z podziwu.

Ewan McGregor w filmie Patryka Vegi? Czerwony punkt to oszustwo?

Takie rzeczy można znaleźć na stronie SE.pl Ok – wiadomo, że źródło zerowe, ale chciałbym zwrócić uwagę na podejście do tematu.

Ale w o co tak właściwie chodzi? Otóż okazuje się, że Showmax postanowił stworzyć sensacyjnego shorta, którego reklamuje jako niespodziewany projekt reżysera Pitbulla o którym nikt nic nie wiedział. Wszyscy są zaskoczeni, w miastach wiszą plakaty filmowe Czerwonego Punktu ale nigdzie nie ma jakiś konkretnych informacji – portale typu Filmweb, czy IMDB milczą. Fajnie? Fajnie. Cała akcja jest bardzo sensownie przemyślana – w końcu jest to produkt związany z filmami i serialami (będzie tam emitowane Ucho Prezesa), więc kontekst jest jak najbardziej na miejscu. Nie rozumiem jednak całego oburzenia, jakie ma miejsce w niektórych mediach. Rozumiem ból dupy, że nie jest to kolejny film w którym co drugie słowo to bluzg, ale bez przesady.

Nowa platforma wchodzi do Polski. Bierze znanego aktora, oraz uznanego, rodzimego reżysera, który w chwili obecnej jest „na fali”. Jestem przekonany, że Showmax wyrzuca na to sporo pieniędzy, a jednocześnie pozwala reżyserowi na pracę z gościem, który ma doświadczenie większe niż większość naszych aktorów. Cała akcja jest niezwykle ciekawa i dość specyficzna jak na nasz rynek* i pokazuje że jest przestrzeń w Polsce na tego typu projekty – przynajmniej w moim odczuciu.

Dlaczego jednak nie do końca doceniamy tego typu akcje? Uznajemy to za oszustwo, mistyfikację, bezczelne wprowadzanie w błąd? Mam wręcz wrażenie, że traktuje się to jako atak. A to po prostu marketingowa partyzantka, tylko na większą skalę, niż billboardy czy spoty pokazujące najpierw wielki napis SOON, a potem odkrywające o co tak naprawdę chodzi.

Z mojej strony wielkie brawa dla twórców całej akcji. Widać, że jest przemyślana i fajnie zaplanowana pod nasz rynek. Chciałbym, aby nie tylko w kinie, czy w filmie pojawiało się więcej tego typu akcji, a jeśli się już pojawiają – nie były ograniczone tylko do stolicy (pamiętam piękny mural przy okazji premiery ostatniej części Igrzysk Śmierci w postaci znaku protestu wymalowanego czerwoną farbą na ścianie jednej z kamienic). Podsumowując – brawo i chcę więcej.

P.S. To nie jest tekst sponsorowany :)

* Platige przy okazji projektu dla ESA – Ambition zrobiło identyczny manewr, kiedy to pojawił się nagle trailer filmu, który był osią całej kampanii promującej misję Rosetta. Wtedy też nikt nie wiedział co to jest i dlaczego nie ma żadnych informacji. Ale kto by pamiętał tak starożytne dzieje? :)

Zawsze bądź sobą, ale jeśli możesz być …

c0emdgbwiaeflui

Z racji tego, że już w piątek premiera nowego Brickmovie, tym razem z Gackiem w roli głównej, postanowiłem przygotować mój subiektywny przewodnik po DC Lego Movies. Nie ma ich aż tak strasznie dużo, w porównaniu do całości animacji DC od WB Animation, więc ta lista nie będzie jakoś specjalnie długa :)

W sumie mamy 5 pełnometrażowych filmów związanych z uniwersum DC (nie licząc seriali, TV Specials i tym podobnych). Oczywiście jeśli brać pod uwagę wszyskie filmy LEGO jest ich znacznie więcej, ale szczerze mówiąc to poza superbohaterskimi wersjami i Lego Movie nie widziałem żadnych innych (nawet tych związanych z Gwiezdnymi Wojnami – przyznaję się bez bicia).

Jeszcze jeden, krótki disclaimer – nigdy chyba nie robiłem nigdzie takich list (mogę się mylić – pamięć nie ta), więc będzie to mój pierwszy raz, dlatego wybaczcie jakieś błędy.

Disclaimer 2 – SPOILERS, obviously!

Po tym ciut przydługim wstępie, lista (lecimy od najsłabszego do najlepszego):

Lego Batman: The Movie – DC Super Heroes Unite

lego_batman_the_movie_cover

Pierwszy film jaki się ukazał, jest … dziwny, ale od czegoś trzeba przecież zacząć. Oparty jest na grze video Lego Batman 2: DC Super Heroes. To taka fajniejsza wersja walkthrough z Yotube. Do tego za pieniądze. Więc sami rozumiecie. Postanowiono wykorzystać cutsceny z gry, ale zamiast gameplay’u mamy nagrane jeszcze raz sekwencje pokazujące co dzieje się w czasie przechodzenia gry. Fabuła oczywiście jest dość naiwna i prosta jak konstrukcja cepa, a całość ratują sytuacyjne gagi pomiędzy Batmanem i Supermanem. Generalnie – można sobie odpuścić.

Lego DC Comics Super Heroes: Justice League: Cosmic Clash

p12573273_p_v8_aa

Chyba najbardziej epicka cześć. Brainac jako główny przeciwnik, podróże w czasie. Jest kilka fajnych scen, głównie z udziałem Gacka (przebranie w epoce kamienia łupanego, rozmowa z Brainac’iem w finale), jednak całość niesamowicie mnie znudziła i nie ratuje tego nawet pojawienie się superbohaterów z futurystycznego Legion of Super-Heroes. Film nawiązuje do poprzednich części, widać że twórcy chcieli kontynuować niektóre wątki, jednak nie wyszło to filmowi na dobre. Całość jest po prostu ekstremalnie nudna. A to dziwne, bo niczego filmowi nie brakuje i w gruncie rzeczy nie odstaje on tak bardzo od pozostałych produkcji.

Lego DC Comics Super Heroes: Justice League vs. Bizarro League

lego_dc_comics_super_heroes_justice_league_vs-_bizarro_league_cover

Drugie miejsce razem z filmem opisanym poniżej. Ze względu na to, że jedną z głównych postaci jest Bizarro pokazany w sposób wręcz prześmiewczy, ale z zachowaniem swoistej granicy dobrego smaku. Kiedy z czasem pojawiają się inne postacie stworzone na podobieństwo Bizarro zaczyna się robić jeszcze zabawniej. Jednocześnie jest to opowieść o akceptacji odmienności i nie ocenianiu kogoś powierzchownie. Dodatkowo – mamy tu całą plejadę postaci z uniwersum DC i epicką bitwę na samym końcu. Czego chcieć więcej?

Lego DC Comics Super Heroes: Justice League: Attack of the Legion of Doom

p11878121_p_v8_aw

Mam wielki problem z tym filmem, bo chciałem umieścić go na pierwszym miejscu. Całość jest dość ciekawa (genialna scena rekrutacji do Legionu, pokazująca z jednej strony cały fun klocków LEGO, a z drugiej jak wielkim kozakiem jest Deathstroke), jednak brakuje mi tego czegoś, które pozwoliłoby mi dać tej historii pierwsze miejsce. Fabuła obraca się wokół Legionu i próbach unicestwienia Ligi Sprawiedliwości przy pomocy uwolnionego przez Luthora J’onn’a J’onnz’a. Jednym z głównych bohaterów jest także Cyborg, który próbuje się wykazać zaraz po przyjęciu go do Ligi. Film ma sporo ciekawych gagów i onelinerów (Cyborg zabierający Batmanowi jego kwestię „I’m Batman”, scena z windą i generałem Samem Lane’em, rywalizacja Flasha i Green Lanterna). Plus Mark Hamill jako Trickster!

Lego DC Comics Super Heroes: Justice League: Gotham City Breakout

lego_dc_comics_super_heroes_justice_league_gotham_city_breakout

Batman na wakacjach. To zdanie, plus sposób w jaki pokazany jest Gacek w filmach LEGO (Mroczny Rycerz – to miano zostało potraktowane dosłownie w każdym z filmów) jest idealną receptą na świetny i zabawny film. W jaki sposób Superman i reszta Ligi Sprawiedliwości poradzi sobie ze złoczyńcami z Gotham, kiedy Batman będzie na wakacjach? Czy można zaskoczyć najlepszego detektywa na świecie szykując dla niego urodzinowe przyjęcie – niespodziankę? Plus świetny jak zawsze Deathstroke, sztuki walki i żyjąca pod ziemią rasa. Oczywiście całość nie jest utrzymana w tak żartobliwym tonie, w jakim będzie zapewne Batman The Movie, ale jest to dobra wprawka przed nadchodząca premierą.

Przegląd po SuperBowl

sb50-home-houston

 

Jeżeli nie wiecie czym jest Super Bowl, to zapewne nie pasjonujecie się futbolem amerykańskim. I ja nikogo do tego namawiać nie zamierzam (ale futbol jest naprawdę spoko, a do tego mamy w naszym kraju naszą własną ligę – PLFA!)
Jednak dla zwykłych ludzi (i geeków) poranek po Super Bowl jest zawsze czasem fiesty – wszędzie można obejrzeć masę nowych reklam i co najważniejsze – trailerów!
W czasie Super Bowl (finału ligi NFL, czyli futbolu amerykańskiego) emitowane są specjalnie na tą okazję przygotowane wersje. Wszystkie są mocno unikatowe i szykowane specjalnie na tą okazję. Zwłaszcza że czas antenowy w czasie tego widowiska kosztuje fortunę (w tym roku 30 sekundowa reklama kosztowała 5 milionów doalrów!)

Na początku – Reklamy! 
Niekwestionowany numerem 1 w tym roku, jest reklama Squarespace w której występuje John Malkovich, grający samego siebie. Po prostu obejrzyjcie – mistrz!

Druga reklama, która przyciągnęła moją uwagę, to reklama Snickersa z Adamem Driverem (Kylo Ren z filmu Star Wars: The Force Awakens). Sama w sobie jest ciekawa kompozycyjnie, ale najważniejsze jest to, że była tworzona w czasie rzeczywistym (Driver podaje dokładny wynik meczu po 3 kwartach) – good job Snickers, poprzeczka zawieszona wysoko.

Godne uwagi są też reklamy Skittles, Intela, WIXa (z Gal Gadot i Jasonem Stathamem) i odświeżacza powietrza Febreeze.

Nas oczywiście najbardziej interesują jednak trailery!
Na pierwszy ogień…coś lekkiego ;) Dwayne Johnson w tym roku znowu będzie wychodził z lodówki. Z dwóch powodów: Nowa część Fast and Furious i – to nie żart – remake Baywatch!

Ok a teraz coś poważniejszego ;) Więc, mieliśmy nowy trailer Guardians of the Galaxy vol. 2, drugiego sezonu Stranger Things, nowych Piratów z Karaibów, dłuższy trailer nowych Transformersów i Logana. I jako bonus – nowy film z Ryanem „Deadpoolem” Reynoldsem i Jackiem Gyllenhaal’em Life (ale nie wiem dlaczego czuję, że to będzie słabe strasznie) i Ghost in the Shell, który wywołuje tak skrajne reakcje jak chyba żaden film ostatnimi czasy.

Ambition – nowy projekt Tomka Bagińskiego

AIDAN GILLEN Z “GRY O TRON” W NOWYM PROJEKCIE PLATIGE IMAGE

Platige Image opublikowało zwiastun nowego projektu Tomka Bagińskiego – „Ambition”. W rolach głównych wystąpili znany z serialu „Gra o Tron” Aidan Gillen oraz wschodząca gwiazda brytyjskiej kinematografii Aisiling Franciosi, znana między innymi z filmu „Klub Jimmy’ego” w reżyserii Kena Loacha. Premiera projektu odbędzie się 24 października, podczas organizowanego przez Brytyjski Instytut Filmowy Sci-fi Film Season.

asdad

Projektowi towarzyszy międzynarodowa kampania, której odbiorcy zachęcani są do dzielenia się swoimi ambicjami na portalach społecznościach używając hashtagu #MyAmbition. Najlepsze treści opublikowane zostaną na Twitterze, profilu Instagram projektu oraz zaprezentowane podczas londyńskiej premiery.

„Ten projekt opowiada o wielkiej ambicji – sile, dzięki której ludzkość przekracza kolejne granice. Poszukiwania przez bohaterów odpowiedzi na pytanie o źródło życia, ma znacznie szerszy kontekst, który przedstawiamy widzowi: przyszłość ludzkości, niepewność jutra, ale i determinacja, która czyni nasz gatunek wielkim.” – mówi Tomek Bagiński, reżyser.

Rhidian Davis z Brytyjskiego Instytutu Filmowego dodaje – „Film Tomka idealnie wpasowuje się w cykl Things to Come prezentowany podczas Sci-Fi Season. Stawiamy w nim właśnie na ambitnych twórców, a „Ambition” jest projektem, który na pewno warto śledzić.”

Zdjęcia były realizowane w księżycowym krajobrazie Islandii. Za produkcję oraz postprodukcję odpowiada studio Platige Image.

www.AmbitionFilm.com

www.Twitter.com/AmbitionTheFilm

www.Instagram.com/AmbitionTheFilm

Źródło: Informacja prasowa.

Generalnie – JARAM SIĘ!!!!!

Wszystkie fetysze Majkela Beja.

Michael Bay – człowiek, który wysadził Biały Dom przy pomocy kosmicznego talerza, zmusił Bruce’a Willis’a do zabawy w górnika na zagrażającej Ziemi komecie, czy innym asteroidzie. Znany z wybuchów, wybuchów, no i swojego zamiłowania do wybuchów. W Internetach znajdziemy wiele filmików, które pokazują, czym jest Michael Bay’s Style!
Ale co najważniejsze dla tej notki – pan Bay dał nam porządną ekranizację Transformerów. I za to należy mu się miejsce w historii kina, ponieważ pierwsze dwie (no dobra – trzecia tak w połowie) ekranizacje przygód wielkich robotów. Dostaliśmy tam wszystko – humor, świetną akcję, wszystkie – przynajmniej moje – ukochane roboty, genialne efekty no i walki. O wybuchach nie wspominam, bo to oczywiste.

Transformers-4-Poster-Preview_1403802743

Kiedy pojawiły się przecieki o nowej części Transformerów, byłem nieco sceptycznie nastawiony – patrząc na część trzecią – ale kiedy zobaczyłem pierwsze przecieki o tym, że pojawią się Dinoboty to od razu wszystkie moje obawy poszły w kąt. DINOBOTY! Damn! Będzie się działo! A potem zobaczyłem Optimusa na Grimlocku – to powinno być dla mnie pierwsze ostrzeżenie, bo Optimus miał miecz, ale inny niż ostrze którym posługiwał się wcześniej. A potem poszedłem do kina…

No i khem, tego – nie idźcie. Poważnie. Jak stwierdził kolega Pajonk „No niestety… Nie sądzilem że kiedyś to powiem ale jest za dużo akcji… Wszystkiego jest za dużo… No a najgorsze jest to że pomiędzy scenami akcji jest albo dramatycznie płytko albo dramatycznie głupio albo dramatycznie nudno…” Zgadzam się z nim. Generalnie zacznijmy od tego, że film jest po prostu za długi. 2,5 godziny praktycznie ciągłego nawalania, zmiksowane z amerykańską flagą i nędznymi tekstami. Tak jak na początku siedzi się ze szczęką w podłodze (no bo nowe Autoboty, Lockdown – który nie jest specjalnie znaną postacią, ale wygląda OSOM) to w miarę upływu czasu szybko osacza nas znużenie. No bo ile można? Nie ratuje tego nawet humor (który jest akurat ok, choć nie najwyższych lotów), czy właśnie efekty, które po pewnym czasie dają nam po ryju swoim nadmiarem.
Aha – w poprzednich częściach historia też może nie trzymała się jakoś super kupy, ale w tej części nawalono taką ilość różnych historii, że dziura goni dziurę, brak logiki wykręca nam ręce, a głupota funduje nelsona godnego olimpijskiego mistrza.

age-of-extinction-transformers-4-bumblebee-wallpaper-hd

No bo tak – weźmy na tapetę samego Optimusa:
– jest jednym z legendarnych Prime’ów (to czemu do cholery wygląda inaczej niż reszta?) – część druga
– jest Królem Arturem Autobotów, który miał swój zakon rycerzy? – część czwarta
– boję się pomyśleć co dalej wymyślą scenarzyści….
– w jednej z pierwszych scen Prime mówi, że tylko Autoboty mogą go naprawić, po czym w czasie ucieczki skanuje ciężarówkę, w którą się zamienia, a potem transformując się w robota jest już czyściutki, zdolny do walki i w ogóle cacy.
– No i pamiętacie jak Jetfire oddaje Prime’owi części, żeby mógł latać w drugiej części? Teraz spoko – Prime ma odrzutowe buty, które pozwalają mu lecieć w kosmos. No ja jebie – prawie jak Neo w pierwszym Matrixie tylko na większą skalę…
– Na koniec jeszcze jedna rzecz. Dlaczego Pozostałe przy życiu Autoboty i Lockdown (którego gęba transformuje się w karabin snajperski – WTF!?) mają ludzkie twarze, a Bee i Prime nie?

Transformers-4-Age-of-Extinction-Hound-in-Robot-Mode

I można tak nadal. Aha – żeby nie było. Wątek Dinobotów przemilczę. Koniec, kropka, nic więcej nie powiem.

Ale kilka rzeczy mi się podobało.
– Genialna miejscówka w Chinach. Blokowisko robi wrażenie chyba nawet większe niż brazylijska Fawela. Przynajmniej z zewnątrz.
– Podobały mi się fury w które się transformowali.
– Podobał mi się Crosshairs i jego płaszcz.
– Galvatron wygląda genialnie – prawie tak samo jak w kreskówce – przynajmniej z twarzy. Tylko dlaczego do jasnej cholery zamienia się w ciężarówkę jak Prime?

Podsumowując – można obejrzeć, jak wyjdzie na DVD, w domu z browarkiem i leżąc a nie siedząc. Nic więcej.

P.S. Aha – ostatnia scena sugeruje, że w kolejnej części może nie być ludzkich aktorów. Zwłaszcza, że przetrwał Galvatron, a to oznacza, że może się pojawić Unicron. A taka mieszanka to raczej skala kosmiczna, niż rozbijanie się po ziemi.

P.P.S. Jak wiadomo, fetyszem Pana Bay’a są wybuchy. Teraz jest jeszcze jeden – robiące fikołki olbrzymie roboty. Tak jak w poprzednich częściach było to jeszcze do zniesienia, tak w Transformers 4: Age of Extinction jest tego po prostu tak idiotycznie dużo, że mało kto jest to w stanie zdzierżyć.

The Grand Budapest Hotel

7591501.3Z zasady nie chodzę do kina na filmy, które nie niosą za sobą wybuchów, dymu, laserów i efektów specjalnych przez duże E. Tym razem jednak skuszony doborowym towrzystwem wybrałem się na The Grand Budapest Hotel Wesa Andersona.

Ta notka nie będzie długa, ale napiszę kilka rzeczy:

– Brakowało mi Tima Roth’a jako boya z 4 pokoi Tarantino. Wydaje mi się, że rola Igora, który zawiaduje windą byłaby dla niego idealna! W jednej ze scen to w jaki sposób stoi Paul Schlase idealnie oddaje postać Rotha w 4 Pokojach.

– I w sumie to wszystkie rzeczy jakie mógłbym zarzucić temu filmowi, więc teraz nieco o tym co jest w tym filmie świetnego.

– Genialnie prowadzona kamera – Anderson jest fetyszystą symetrii w swoich obrazach. Widać to od pierwszej sceny, daje genialne obrazki, momentami niesamowicie surrealistyczne, wręcz bajkowe (jak scena kiedy bohaterowie wybiegają z kolejki).

– Ralph Fiennes gra jedną z lepszych ostatnio ról. Jest bardzo dobrym aktorem, a kreacja Monsieur Gustave pozwala mu bawić się rolą w najlepsze. Widać, że Fiennes świetnie bawi się kreując swojego bohatera i wychodzi mu to tylko na dobre.

– Towarzyszący mu Tony Revolori także staje na wysokości zadania. Jest niesamowitym sidekick’iem Monsieur Gustave, momentami dorównując bardziej doświadczonemu koledze.

– Plejada gwiazd jaką można zobaczyć w filmie powoduje wrażenie superprodukcji, którą ten film nie do końca jest. Niektórzy (jak Bill Murray) pojawia się na ekranie na dosłownie kilka minut, jednak tworzą oni świetne i idealnie wpasowane w historie kreacje. No i Harvey Keitel. Dosłownie poplułem się w kinie, kiedy pojawił się na ekranie.

– Język – muszę, po prostu muszę o tym wspomnieć. Dialogi, a także rodzaj angielskiego, jakim posługują się aktorzy. Bajeczna sprawa. Akcenty, całe zdania, momentami genialne dialogi i sceny (jak chociażby rozmowa głównych bohaterów po ucieczce z więzienia).

– No i na koniec sama historia. Śmieszna, momentami niesamowicie surrealistyczna, a jednak bardzo prosta. I totalnie to w niczym nie przeszkadza! Film wchłania się na raz. Nie ma zbędnych dłużyzn (a te które mają miejsce, są zamierzone i dobrze wpasowane). Jeżeli możecie – idźcie.

Gorąco polecam.

Przełom roku – filmowe podsumowanie.

Postanowiłem sobie co jakiś czas napisać podsumowanie filmowe, które – jak to na blogach – będzie bardzo subiektywne. Wybieram do niego raczej blockbustery i filmy „lekkie, łatwe i przyjemne”, więc jeżeli chodzi o kino ambitne, to takiego w moich zestawieniach nie znajdziecie.

Okres jaki sobie obrałem to listopad i grudzień 2013 plus styczeń 2014. Tak, tak – wiadomo, że wszystko już zostało napisane, wszystkie recenzje są dodane, a jednak czuje, że potrzebuje takiego podsumowania. Bez zbędnego przynudzania.

LISTOPAD 2013

– Thor: Mroczny Świat

No cóż – poprzedni Thor do najfajniejszych nie należał. Ze wszystkich filmów, które szykowały nas na Avengers opowieść o nordyckim bogu wypadła najsłabiej. Co ciekawe – w sumie to właśnie ten film dawał nam głównego złego w Mścicielach. Druga część jest – no cóż – jest poprawna. Całe show kradnie oczywiście Loki (czyli bożyszcze nastolatek – Tom Hiddleston) i klata Chrisa Hemswortha. W sumie bawiłem się na filmie nieźle, choć przyznaję, że przeciwnicy byli nieco nijacy. Nie do końca kupiłem ich chęć zabijania i niszczenia. Było to naciągane bardzo mocno – ale cóż – konwencja swoje robi. Na pewno widać poprawę w stosunku do pierwszej części. No i widać iż wszyscy mocno pracują na to, aby całość uniwersum była spójna (vide odcinek Agents of S.H.I.E.L.D). Trzyma poziom.

– Wyścig

I znowu Chris Hemsworth. Tym razem mamy na tapecie pojedynek kierowców, który elektryzował świat F1 w latach 70 poprzedniego wieku. James Hunt i Niki Lauda. Perfekcjonista i hulaka z naturalnym talentem. Zderzenie dwóch różnych charakterów i podejść do wyścigów. A w tle kobiety, nieco imprez i świetne ujęcia mknących bolidów. Muszę przyznać, że nie byłem gotowy na to co zobaczę. Oczekiwałem kolejnego głupawego filmu, który oczywiście reklamowany był jako arcydzieło kina motoryzacyjnego. A jednak zestawienie silnych osobowości i świetna gra aktorska (bo o dziwo Hemsworth gra! i to nie Thora!)nie pozwalają się nudzić przez cały seans. Na koniec warto wspomnieć o świetnych ujęciach w czasie wyścigów bolidów. Zwłaszcza ujęcia w czasie deszczu robią wrażenie i pokazują jak niebezpieczny jest to sport. Najbardziej pozytywne zaskoczenie ostatnich miesięcy.

– Igrzyska Śmierci: W pierścieniu ognia

Nie jestem fanem. Zarówno serii (bo pierwsza mnie nie porwała), jak i książek (bo nie czytałem). Jennifer Lawrence także nie jest moją faworytą ekranową (w przeciwieństwie do niektórych moich znajomych), więc do filmu podchodziłem bez zbędnych emocji. I chyba bardzo dobrze zrobiłem. W sumie szału nie ma i cały czas po głowie kołacze mi się fakt, że książka jest znacznie lepsza. Dla RPGowców – można z książki wyciągnąć kilka fajnych motywów – zwłaszcza jeśli ktoś szykuje jakiś scenariusz, albo kampanię w klimatach survival (obracająca się wyspa jako zegar, niebezpieczeństwa co godzinę, atak małp – wystarczy zamienić zwykłe małpki w zombie i już mamy +miliard do przerażenia). Końcówka filmu dość przewidywalna, ale całość ogląda się bardzo przyjemnie. Trzyma poziom.

I teraz – zapewne zaraz będzie krzyk, że nie oglądałem Frozen. W internetach widzę sporo zachwytów na temat tej animacji, jednak także można przeczytać coś innego – sporo nawiązań do Tangled. Skoro filmy podobne, a mi animacja o złotowłosej nie podeszła, to nie było sensu tracić czasu na Frozen.

GRUDZIEŃ 2013

– Hobbit: Pustkowie Smauga

Długo oczekiwany film, który okazał się znacznie lepszy niż część pierwsza. Co ciekawe film pomimo swojej długości nie wynudził mnie tak jak jedynka. Podobało mi się, jak zrobione jest miasto na jeziorze, oraz gra Martina Freemana. To chyba najmocniejsze dwa punkty, bo uznanie niedoszłego romansu między elfką a krasnoludem uznałem za żart i to niezbyt udany. Przejdźmy jednak do tego, czym najbardziej emocjonowało się środowisko, czyli do samego smoka. Nie jest źle. Ale nie wydaje mi się, żeby było to aż tak superduper zrobione. Nawet w kinie nie było u mnie tego efektu WOW na jaki liczyłem! Dodatkowo jakiś taki … przegadany był ten smok. Czy oni dołożyli mu linii dialogowych w porównaniu do książki? No i zakończenie. Szczerze przyznam, że doskonale rozumiem zakończenie filmu cliffhangerem, ale takim ? Można było film skrócić o jakieś 20 minut i sprytnie zakończyć w czasie rozmowy Bilba ze Smaugiem, a całą „akcję” z oblewaniem smoka płynnym złotem pozostawić na rozpoczęcie części trzeciej. To dopiero byłoby z przytupem!

W sumie grudzień był dość słabym miesiącem, jeśli chodzi o oglądanie filmów. Święta, nadrabianie zaległości filmowych z poprzednich miesięcy spowodowało, że nie miałem dość czasu.

STYCZEŃ 2014

– American Hustle

Nominacje do Oskarów, plejada gwiazd, a jednak czuję niedosyt. Miałem wrażenie, że ten film będzie nieco o czym innym. Na pewno świetnie oddana epoka. Stroje, fryzury (!), makijaże, biżuteria – wszystko na plus. Ale brakowało mi tego czegoś. Mam wrażenie, że ludzie odpowiedzialni za ten film nie do końca byli w stanie zdecydować się, czy ma to być bardziej Ocean’s Eleven, czy bardziej w stronę obyczajowego dramatu. Wyszło to trochę nijako, ale aż tak źle nie jest bo niektóre momenty są zabawne a samo zakończenie i twist ciekawy, choć niezbyt odkrywczy. Jeśli chodzi o obsadę, chyba bardziej docenię B. Coopera i J. Lawrence (tutaj naprawdę pokazała, że jest aktorką, która zasłużyła na Oskara rok temu i nominację w tym roku) niż duet Bale i Adams. Na pewno wielu osobom film się bardzo spodoba. Dla mnie jest ok, ale zabrakło mi tego czegoś.

– Sierpień w hrabstwie Osage

Lubie „przegadane” filmy. Zwłaszcza na podstawie sztuk teatralnych. Może dlatego tak je lubię, bo nie oglądam ich za wiele. Ostatnim takim filmem była Rzeź, na której bawiłem się genialnie. Nie liczę Wszystkich odlotów Cheyenne’a (za ten tytuł ktoś powinien wisieć!), bo to nie do końca ta konwencja. Tym razem jednak dostałem starcie Streep – Roberts, które w moim mniemaniu wygrywa ta druga. Matko bosko – co ona wyczynia w tym filmie. Przez pierwsze 30 minut tylko przecierałem oczy ze zdumienia. Fakin szit! Co ta laska robi? Jak ona gra! W moim osobistym odczuciu wyżej wymieniony duet i walka postaci kasuje totalnie pozostałych aktorów, jacy pojawiają się na ekranie (a przecież uwielbiany Cumberbatch, Juliette Lewis, czy Ewan McGregor to nie siódma liga aktorska). Zmagania matki i córki śledziłem z wielkim zainteresowaniem, a gra aktorska zaskakiwała mnie na każdym kroku. Meryll Streep potwierdziła swój olbrzymi talent, Julia Roberts pokazała się jako aktorka kompletna, której nic nie można zarzucić. Jest jednak malutka łyżka dziegciu w tej wielkiej beczce miodu. Przy takiej plejadzie gwiazd, wydawać by się mogło, że taka produkcja będzie zgarniać same superrecenzje i będzie na ustach wszystkich. Ale czegoś zabrakło. Wydaje mi się, że silne, wręcz przytłaczające kreacje Streep i Roberts dały innym nieco luzu, przez co aktorzy nieco sobie odpuścili. I nie pokazali pełni umiejętności. Może poza Chrisem Cooperem, którego Charlie Aiken to wybijająca się kreacja drugiego planu. Czy popalał maryśke, aby zachować Zen jaki prezentował na ekranie? Bardzo możliwe – po seansie nie widziałem innego wytłumaczenia.

Ze styczniowych premier zostało mi jeszcze do obejrzenia 47 Roninów, Sekretne życie Waltera Mitty, Ja Frankenstein (czy to naprawdę tak zły film jak słyszałem?) i Wilk z Wall Street. Ale o tym już w następnym podsumowaniu.