seriale

Przegląd po SuperBowl

sb50-home-houston

 

Jeżeli nie wiecie czym jest Super Bowl, to zapewne nie pasjonujecie się futbolem amerykańskim. I ja nikogo do tego namawiać nie zamierzam (ale futbol jest naprawdę spoko, a do tego mamy w naszym kraju naszą własną ligę – PLFA!)
Jednak dla zwykłych ludzi (i geeków) poranek po Super Bowl jest zawsze czasem fiesty – wszędzie można obejrzeć masę nowych reklam i co najważniejsze – trailerów!
W czasie Super Bowl (finału ligi NFL, czyli futbolu amerykańskiego) emitowane są specjalnie na tą okazję przygotowane wersje. Wszystkie są mocno unikatowe i szykowane specjalnie na tą okazję. Zwłaszcza że czas antenowy w czasie tego widowiska kosztuje fortunę (w tym roku 30 sekundowa reklama kosztowała 5 milionów doalrów!)

Na początku – Reklamy! 
Niekwestionowany numerem 1 w tym roku, jest reklama Squarespace w której występuje John Malkovich, grający samego siebie. Po prostu obejrzyjcie – mistrz!

Druga reklama, która przyciągnęła moją uwagę, to reklama Snickersa z Adamem Driverem (Kylo Ren z filmu Star Wars: The Force Awakens). Sama w sobie jest ciekawa kompozycyjnie, ale najważniejsze jest to, że była tworzona w czasie rzeczywistym (Driver podaje dokładny wynik meczu po 3 kwartach) – good job Snickers, poprzeczka zawieszona wysoko.

Godne uwagi są też reklamy Skittles, Intela, WIXa (z Gal Gadot i Jasonem Stathamem) i odświeżacza powietrza Febreeze.

Nas oczywiście najbardziej interesują jednak trailery!
Na pierwszy ogień…coś lekkiego ;) Dwayne Johnson w tym roku znowu będzie wychodził z lodówki. Z dwóch powodów: Nowa część Fast and Furious i – to nie żart – remake Baywatch!

Ok a teraz coś poważniejszego ;) Więc, mieliśmy nowy trailer Guardians of the Galaxy vol. 2, drugiego sezonu Stranger Things, nowych Piratów z Karaibów, dłuższy trailer nowych Transformersów i Logana. I jako bonus – nowy film z Ryanem „Deadpoolem” Reynoldsem i Jackiem Gyllenhaal’em Life (ale nie wiem dlaczego czuję, że to będzie słabe strasznie) i Ghost in the Shell, który wywołuje tak skrajne reakcje jak chyba żaden film ostatnimi czasy.

Reklamy

Community żyje!

community

Ten radosny jakże tytuł związany jest z tym, że jednak będzie szósty sezon serialu Community. Do ostatniej chwili ważyły się losy tej produkcji, jednak w końcu udało się znaleźć kogoś, kto podejmie się produkcji kolejnego sezonu w niezmienionej obsadzie i z Danem Harmonem za sterami.

Co – przy okazji tej notki – każe mi także zareklamować ten tekst – bardzo ciekawe podejście i bardzo ciekawe w moim mniemaniu spostrzeżenia odnośnie stanu samej telewizji, kablówek i tym podobnych. Polecam.

Ale wracając do Community. Serial przewijał się w telewizji od pewnego czasu na różnych kanałach. Oglądałem go z Agą dość mocno na wyrywki. Zwłaszcza uwiódł nas – jak się później okazało – finał drugiego sezonu związany z paintballem z gościnnym udziałem Sawyer’a z Lost.

Josh-Holloway-Community_610

Teraz, kiedy przyszła kolejna serialowa wakacyjna posucha, można było zacząć nadrabiać zaległości. I wtedy przypomniałem sobie właśnie o tym serialu. A że odcinki mają po 30 minut. Cóż – powinno być lekko, łatwo i przyjemnie. I mnie wciągnęło. Pierwsze trzy sezony są w pewien sposób magiczne. Napakowane kliszami, odniesieniami do popkultury, nadętymi mowami i pięknie zachowanym schematem, według którego kręcone były poszczególne odcinki (Jeden sezon to jeden rok nauki w college’u). Wszystko to co dostajemy zagrane jest momentami brawurowo, ale generalnie lekko i przyjemnie. Nic nie męczy, a wręcz wywołuje uśmiech na twarzy oglądającego, który odkrywa coraz to nowe smaczki.

A fabuła? Mamy grupę totalnych przegrywów, która jest poprawna politycznie (według amerykańskich standardów), a jednocześnie pełna jest wad. Tak – wady to najdelikatniejsze określenie, jakiego można użyć aby określić głównych bohaterów, którymi są:

Community- Season 4

Jeff – złotousty oszust, który był prawnikiem. Właśnie był, bo jeden z jego kumpli go podkablował, przez co Jeff (zamiennie można korzystać ze słowa Mr Cool, albo Przystojniak) ląduje w Greendale.

Annie – najmłodsza z całej grupy. Nastolatka po załamaniu nerwowym. W liceum była najmniej popularną dziewczyną, z aparatem na zębach. Ma napady psychozy, jest perfekcjonistką.

Britta – blond aktywistka, która protestuje przeciwko uciskowi, patriarchatowi i czemu tylko chcecie. Kobieta – pech. Wszystko udaje jej się zBritto’ować (obejrzyjcie, to dowiecie się o co chodzi ;) )

Shirley – samotna matka, religjna fanatyczka, stosująca pasywną agresję. Żarty z religii są w Community na porządku dziennym. Wtedy właśnie Shirley staje się postacią dominującą. Poczekajcie aż wszystkie postacie powiedzą w co wierzą. Wtedy cała grupa – jak przy każdej innej okazji nabiera dodatkowych smaczków.

Abed – zamknięty w swoim telwizyjnym świecie … no po prostu Abed :) Dany Pudi, ma genialną gestykulację odgrywając Abeda, tak samo jak niektóre z jego powiedzonek (cool…cool, cool, cool). Dla mnie osobiście – momentami postać, która momentami ciągnie serial (o tym – niżej). Większość najfajniejszych twistów oczywiście dzieje się z jego udziałem.

Troy – chodził do jednego liceum z Annie. Był najpopularniejszym sportowcem, rozgrywającym drużyny futbolowej. Teraz w Greendale (nie dostał stypendium przez kontuzję i zawalony mecz) jest najlepszym kumplem Abeda. Nieco zdziecinniały, nieco … wolnomyślący (ale tylko chwilami). Ma najlepsze wejścia sytuacyjne.

Pierce – stary bogacz, dziedzic fortuny i imperium husteczek jednorazowych. Homofob, cham, żartuje z żydów, gejów, kobiet, innych religii. W tej roli – Chevy Chase.

W serialu gra też Ken Jeong, jako Chang, który jest Nauczycielem Hiszpańskiego/studentem/bezdomnym/ochroniarzem/szefem ochrony/szefem gangu składającego się z dzieci/dyktatorem i niepodzielnym władcą Greendale/człowiekiem z Changnezją.

Po przedstawieniu głównych bohaterów, trzeba zareklamować serial jako taki. Pokażę Wam tylko wybrane fragmenty :)

Pamiętacie mema z foką i napisem GAYYYY?

Wydaje mi się, że to jest oryginał :)

Odcinek w klimatach Glee ? (Obadajcie ten RAP!)

A oto jak Abed wciela się w Batmana!

No i oczywiście piękne odcinki związane z paintballem (finały dwóch pierwszych sezonów):

Jest tak niesamowicie wiele rzeczy, które w Community się pojawiają (odcinek jako animacja poklatkowa, muppety, gra komputerowa, paradokument o fortach i wojnie między frotem z kocy a fortem z poduszek w stylu Discovery!), że musiałbym poświęcić temu mnóstwo miejsca. Dlatego chciałem pokazać Wam jeszcze dwie zachęty :)

1. Odcinek poświęcony DnD :)

2. Jeden z najlepszych odcinków ever – Remedy chaos theory. Wtedy powstaje też Darkest Timeline, która przewija się potem co jakiś czas.

Jeżeli to Was nie przekonało, to nie wiem co musiałbym tu wrzucić. ;)

Enjoy!

Finały Arrow i S.H.I.E.L.D, czyli dlaczego zbieram szczękę z podłogi.

79c37530-692e-4326-b069-a6ca4e96d94b_zpsbb69d941

W zeszłym tygodniu obejrzałem finały Arrow i Agents of S.H.I.E.L.D.

I szczerze mówiąc – w obu przypadkach zbierałem szczękę z podłogi. Powodów takiego, a nie innego zachowania jest kilka, jednak różnią się one w zależności od tego o którym uniwersum komiksowym mówimy. Ogólnie – jaram się tym, że w końcu mamy superbohaterskie seriale pełną gębą. Jaram się tym, w jaki sposób są prowadzone, zagrane i w końcu jaram się tym, że możemy zaobserwować dwa różne pomysły na prowadzenie samej formuły, rozbudowy universum telewizyjno-kinowego. Bo jak wiadomo seriale bazują na komiksach, jednak wprowadzają istotne zmiany.

Słowo wyjaśnienia – nie mam zamiaru udowadniać w poniższej notce wyższości jednego serialu nad drugim. Raczej chce pokazać, że oba zasługują na uwagę, dzieląc się jednocześnie kilkoma przemyśleniami :)

ArrowPromo1

Arrow – Serial o mścicielu w zielonym kapturze zbiera tak pochlebne recenzje, że nie będę się tutaj już rozpływał nad całością (choć są składowe elementy, które mnie osobiście strasznie irytują, np drewniana gra aktorska Stephena Amell’a i Katie Cassidy). Spoglądając jednak wstecz widać, że producenci i scenarzyści nie śpieszą się. Chęć rozbudowania świata o kolejne seriale poprzedzona jest trzema świetnymi sezonami, które odpowiednio kreują świat pełen żywych bohaterów i przeciwników do wykorzystania. Dodatkowo interesująca historia, która jeszcze – wbrew pozorom się nie zakończyła. No i sam dobór bohaterów – ludzie z CW trafili w samo sedno wybierając bardziej street level heroes, którzy nie mają żadnych mocy wymagających olbrzymich nakładów na efekty specjalne. A jednak mamy tutaj sam sos – maski, stroje, Ligę Cieni i nadprzyrodzone moce wynikające z eksperymentalego leku. Czego chcieć więcej jeśli chodzi o serial? W sumie – brakuje inwazji obcych (ale tą mieliśmy w Avengers).

Teraz, kiedy renoma serialu już okrzepła, scenarzyści wykazali iż potrafią nas jeszcze zaskoczyć (patrz finał 3-go sezonu) czas na kolejny element układanki, czyli drugi serial. W przeciwieństwie do S.H.I.E.L.D tutaj widać pójście w drugą stronę – w pierwszej kolejności budujemy świat przedstawiony na małym ekranie, a dopiero potem będziemy go uzupełniać kinowymi hitami. Wydaje mi się, że jest to słuszna i bezpieczniejsza ścieżka, choć z drugiej strony – patrząc na „szczęście” jakie DC ma do ekranizacji wyczynów swoich bohaterów można mieć wątpliwości (może poza Gackiem). Ale zboczyłem z tematu – chciałem nawiązać do ostatniego 5 minutowego trailera Flasha. Szczękę z podłogi zbierałem długo po seansie. I jeśli oba seriale utrzymają wysoki poziom to dostaniemy niesamowitą mieszankę, która będzie wyznaczać standardy na przyszłość. Bo Arrow mam nadzieję, że pozostanie na poziomie ulicy, podczas gdy Flash bedzie – jeśli wierzyć trailerom – napakowanym efektami i akcją majstersztykiem.

agents_of_s.h.i.e.l.d._hd_backgrounds_1080p

Agents of S.H.I.E.L.D – dziwne są losy tego serialu. Na początku wieszano na nim straszne psy. Może związane to było z mocno napompowanym balonem oczekiwań. Wszak filmy z Marvelowskiego uniwersum spowodowały, że wiele osób jarało się okrutnie na samą myśl o tym co zobaczymy na małym ekranie. No i do tego dochodził Agent Coulson, który zdążył już zaskarbić sobie sympatię wielu telewidzów po swoim brawurowym występie w Avengers.

Jednak druga połowa serialu to totalny rollecoaster – pomimo świetnych smaczków już wcześniej (jak chociażby odcinek związany z drugim Thorem) dopiero Zimowy Żołnierz dał prawdziwego kopa Agentom. W przeciwieństwie do seriali ze świata DC tutaj najpierw mieliśmy całą serię filmów kinowych, które dopiero po pewnym czasie zostały uzupełnione o serial. I teraz – kiedy spoglądam na to z perspektywy czasu wszystko układa mi się pięknie w jedną całość. Jest to dla mnie osobiście świetny zabieg marketingowy, a także genialny zabieg budowania community wokół telewizyjnego świata Marvela (bo że są różnice – to wiadomo). Gdy skończyłem oglądać finał, od razu w głowie miałem pomysł zorganizowania maratonu. Od Avengers do finału pierwszego sezonu Agentów – serial i filmy. To prawie jak oglądanie wszystkich trzech części Władcy Pierścieni w wersji reżysersko rozszerzonej. Może kiedyś.

Wracając jednak do samego serialu – szczerze? – nie mogę się doczekać dalszego ciągu. Zwłaszcza, że jestem chorobliwie wręcz ciekawy, jak zostaną pociągnięte kolejne wątki i w jaki sposób filmy kinowe będą oddziaływać na sam serial. Scenarzyści zostawili sobie tutaj mnóstwo furtek do wykorzystania w kolejnych sezonach – czy będą one w jakiś sposób wykorzystane w filmach? Bardzo chciałbym się tego już dowiedzieć. W końcu #itsallconnected.

Należy wspomnieć jeszcze o jednej rzeczy – mamy tutaj zupełnie inną specyfikę przygód w porównaniu do Arrow – więcej obcych, więcej supermocy z fajerwerkami (choć i tak nie za dużo), więcej efektów specjalnych. Jedyną moją obawą jest to, czy serial utrzyma odpowiednio wysoki poziom wizualny. Plany są ambitne, jednak czy scenarzyści, spece od marketingu i ludzie, którzy wypisują czeki będą w stanie utrzymać to przedsięwzięcie i uczynić je opłacalnym w dłuższej perspektywie. Po jednym sezonie trochę ciężko odpowiedzieć na to pytanie. Arrow poszedł bezpieczną ścieżką, bo spoglądając na to co będziemy widzieć na ekranie naszych telewizorów we Flashu – nakłady będą tylko rosnąć, podczas gdy w Agentach są już mocno wywindowane. A warto wspomnieć, że czeka nas jeszcze Agent Carter. Serial, który dla mnie osobiście jest wielką niewiadomą, ze względu na to iż nie śledzę żadnych informacji na jego temat – chcę aby mnie zaskoczono!

Podsumowując – oba seriale i oba kreowane uniwersa mają swoje zalety i wady. Jeżeli zraziliście się do któregoś z powyższych seriali – dajcie im drugą szansę. Naprawdę warto. Zwłaszcza, jeżeli spojrzeć na te seriale, jako element większej całości, która już istnieje (Agenci), lub tworzy się poprzez naprawdę świetną realizację (Arrow).

Dlaczego Sherlock powinien zostać martwy…

tumblr_m7jjcchJpz1rb3la5o1_400Serial Doctor Who jest dla mnie niesamowitym fenomenem na skalę wręcz niewyobrażalną. Ale tak to jest, że każdy lubi coś innego. Ja lubie i do dzisiaj oglądam Supernatural, który – jak twierdzi wiele osób – skończył się po Kill’em All. A przygody Doktora totalnie do mnie nie przemawiają, wręcz jest dla mnie niezrozumiałe skąd tak olbrzymia popularność tego serialu. I od razu powiem – tak oglądałem. Żeby nie było.

Ale dlaczego o tym wspominam? Bo chcę napisać o innym serialu BBC, który zawiódł mnie ostatnim swoim sezonem. Tak tak – Sherlock z fanem wszystkich nastolatek Benedictem C. niestety nie porwał mnie, tak jak poprzednie dwa sezony. A kazano nam czekać tak długo, na wyjaśnienie tego  jak możliwe jest, że główny bohater zginął ale nie zginął.

Zacznijmy od pozytywów – w trakcie całego sezonu było niewiele sytuacji, które naprawdę wywołały u mnie to niesamowite uczucie dostania pięścią między oczy w czasie seansu. Przy poprzednich sezonach wyżej wspomniany stan nie opuszczał mnie ani na chwilę. Początek zapowiadał się obiecująco – roztrząsanie kwestii śmierci Holmesa, śmieszne, idiotyczne, wręcz niesamowite teorie dotyczące całego wydarzenia i klub spiskowej teorii dziejów to jedne z nich. Potem już tylko scena w restauracji i akcent Cumberbatcha i … koniec. Kurcze – co się dzieje? Łot de Fak, że tak zapytam. Rozumiem, że na serial hitowy, wielbiony i cholernie inteligentny. W końcu to BBC i spodziewamy się dobrej rozrywki, rozpieszczeni poprzednimi sezonami jednego z najlepszych seriali ostatnich lat!  Fanboye (i fanboyki? Fangirls?) narzekać nie będą, ale proszę – spadek jakości jest zauważalny. Do tego stopnia, że zaczynałem się nudzić momentami. Dlaczego od początku było wiadomo, że luba Watsona jest „jakaś lewa”? Kto nie miał takiego wrażenia, niech pierwszy rzuci kamieniem. Dlaczego odcinek o ślubie był totalnie nieśmieszny? Scena w której główny bohater chodzi po sali opowiadając o siedzących tam ludziach to przeciętny zapychacz czasu (nomen omen takie zachowanie Holmesa miało właśnie czas zapchać, ale chyba nie o to do końca chodziło scenarzystom). No i w końcu – jak to jest możliwe, że finał sezonu, który zapowiadał się świetnie – nowy Główny Zły, niemalże dorównujący Holmesowi umiejętnościami został zmarnowany? W ogóle – odniosłem wrażenie, że tylko pierwszy odcinek był w miarę spójny. Drugi i trzeci był niejako wymuszony. Zwłaszcza końcówka – i nie chodzi mi o Wielki Powrót Wiadomo Kogo. Bardziej sytuacja z willi Magnussena, gdzie w pewnym momencie odniosłem wrażenie, że scenarzyści nie mieli pomysłu co zrobić – bili się z myślami: zostawiamy nowego adwersarza, co jest ryzykiem czy może gramy bezpiecznie i sięgamy po duet, który zapewnił niesamowitą chemię poprzednim sezonom? Skorzystano z opcji numer dwa, co mnie osobiście rozczarowuje. Moriarty i jego powrót jest – przynajmniej w kontekście scen z końcówki finału – wymuszony. Magnussen – ze swoimi możliwościami, wpływami, reputacją i własnym Mind Palace byłby idealnym przeciwnikiem na kolejny sezon. A kiedy wszyscy zapomnieliby o Moriartym, można było przywrócić go za jakiś czas i zwiększyć efekt WOW. A tak – za szybko, za płytko, za…trywialnie? Ale na koniec pozostawiłem sobie największe nieporozumienie w całym serialu. Ja rozumiem, że Mind Palace, geniusz, że Benedict jest przystojny, ujmujący i ma szalik. Ale na wszystkich bogów! Jak on był w stanie przewidzieć trajektorię kuli i się przed nią uchylić zmartwychwstając. No bez przesady panowie scenarzyści. W takim wypadku Moriarty powinien po prostu zdetonować nuklearkę pod Baker Street i będzie po sprawie.

To co znajduje się powyżej to tylko polskie (bo w tym jesteśmy dobrzy) narzekania Polaka. Mam olbrzymią nadzieję, że ten trzeci, średnio udany sezon jest tylko wypadkiem przy pracy i kiedy Holmes i spółka powrócą na nasze ekrany znowu będę zauroczony, jak gdy zaczynałem oglądać Sherlocka i nie mogłem się oderwać. Mam nadzieję, że to przygrywka do tego co czeka nas w przyszłości.