Wrocław

Roller Derby Baby!

DISCLAIMER: Ten wpis będzie podzielony na dwie części:

Pierwsza część będzie zdecydowanie szowinistyczna, męska i zapewne może wywołać grymas niesmaku na twarzach kobiet. Bardzo przepraszam, ale aby zachęcić ludzi do chodzenia na mecze, lajkowanie profili i wspieranie, trzeba dać im marchewkę. Ja daję męskim czytelnikom najbardziej oczywistą i najlepszą marchewkę na jaką mogą się złapać.

Druga część to ogłoszenie rekrutacyjne. Dlatego między innymi powstał ten wpis – jeżeli czytasz to kobieto z Wrocławia i masz ochotę się pobawić w taki sposób spędzania czasu, zapraszam do kontaktu z Breslau Rebels – info o kontakcie na końcu wpisu.

Ok – skoro to sobie już wyjaśniliśmy to Panowie – część dla Was!

Pamiętacie taki film jak Rollerball? A teraz dołóżcie do tego fajne laski. I prędkość. I krótkie getry, albo głębokie dekolty. I nieco przemocy. I prędkość. Zainteresowani? To wrzućcie w google Roller Derby, a będziecie oczarowani.
A do tego – w Polsce zaczyna się tworzyć coraz więcej zespołów, a że sport jest zdominowany przez kobiety…. cóż – tym lepiej dla nas. A dlaczego zachęcam ? Bo im więcej osób będzie wspierać ten sport, tym częściej będą odbywały się mecze (które – ponieważ liga dopiero się organizuje, będą najprawdopodobniej darmowe!) i dziewczyny będą miały możliwość się pokazać.

Poniżej na zachętę – kilka zdjęć poglądowych:

1779149_976480032377545_9099357195303156038_n10523739_976479355710946_7759368166090781617_naksjdlaj10285532_4610311711688_507043441382857978_o1959348_10204961493501766_3299541602121957902_n 10301607_711798298905703_3780240081802763186_nZdjęcia wykonane przez Justynę SIN Polaczyk i MACIEJ MARGIELSKI PHOTOGRAPHY.

Tłumaczenie zasad w tym miejscu zajmie za dużo czasu, po za tym nie jestem w tym najlepszy. Dlatego też na samym końcu znajdziecie kilkadziesiąt przydatnych linków, które rozjaśnią Wam nie tak bardzo skomplikowane zasady. Ale Panowie umówmy się – kto będzie na zasady zwracał uwagę ;)

Czas na część drugą – drogie Panie!

Postanowiłem poprosić o kilka zdań Sin – kobietę, która wkręciła się w ten sport na maksa. Popularyzatorka Roller Derby we Wrocławiu, a także członek drużyny Breslau Rebels. Musiałem trochę ograniczyć ilość emotek jakie zostały wykorzystane w czasie pisania odpowiedzi, ale nie martwicie się – sens pozostał ten sam ;)

1. Dlaczego Roller derby?
A dlaczego nie? Czemu koszykówka, czemu softball, czemu haft?  Jednemu pasuje rzucanie piłką, innemu jeżdżenie na wrotkach, Roller Derby jest wyjątkowe pod wieloma względami: sport to jedno, a cała kultura RD to drugie. Kultura, czyli np Derby names, absolutna sztama pomiędzy drużynami i po trzecie: to jedyny tak agresywny sport zdominowany totalnie przez kobiety! :)

2. Czy w Polsce poza zespołem z Wrocławia są jakieś inne ekipy? Czy istnieje liga?
Jest więcej drużyn, w tym momencie oficjalnie jest siedem, ale tworzy się ósma. Dwie we Wrocławiu, dwie w Warszawie, jedna w Poznaniu, dwie z Pomorza. Ligi jeszcze nie ma, ponieważ sport ten zawitał do Polski dopiero rok temu. Niestety jest to dla zawodniczek sport bardzo skomplikowany, same zasady mają kilkadziesiąt stron, więc nauka zasad + nauka jazdy (aby grać musisz ŚWIETNIE jeździć) + organizowanie ligi zajmie jeszcze trochę czasu.

3. To brutalny sport?
Brutalny – to zależy jak na to patrzeć. Z jednej strony dziewczyny naprawdę mega szybko jeżdżą, a gdy tak zasuwasz, każdy upadek jest o wiele poważniejszy, poza tym samo blokowanie i przepychanie wymaga użycia siły. Z drugiej strony jednak dobrze wyszkolone zawodniczki wiedzą, jak upadać i noszą porządne ochraniacze. Dodam do tego, że zasady wykluczają „brudne” zagrywki (np. uderzenia łokciem albo atak głową czyli przysłowiowa „Baśka”), więc tak naprawdę ryzyko obrażeń nie jest wielkie. Nie liczy się tu siła, tylko zwinność i strategia, tak więc oceniłabym RD bardziej jako sport widowiskowy, niż jako brutalny. Chociaż wiem, że dla tych, którzy nie kumają zasad, może się wydawać, że to bicie się na wrotkach – otóż NIE!

4. Breslau Rebels w dalszym ciągu poszukują dziewczyn, które wstąpią do zespołu. Dlaczego miałyby to zrobić? Jakieś słowo zachęty?
Dla nas wszystkich jeżdżenie na wrotkach jest absolutnie fantastycznym sposobem na spędzanie czasu. Nie ograniczamy tego do treningów, każda jeździ kiedy może i czerpie z tego mnóstwo satysfakcji. To, co jest w tym tak zajebiste, to to, że gdy poświęcasz swój czas i angażujesz się w naukę jazdy, efekty widzisz natychmiastowo. Początkujące zawodniczki już po jednej godzinie treningu widzą progres! To jest absolutnie fantastyczne uczucie, gdy przychodzisz i czujesz się jak leszcz, a wychodzisz i cieszysz się, bo udało ci się przeskoczyć nad jakąś przeszkodą, nie lądując na dupie. To bardzo, bardzo wdzięczny sport.
Druga sprawa to drużyna: przyłączają się do nas same ciekawe i energiczne dziewczyny, z którymi mega szybko nawiązuje się dobry kontakt. I identycznie jest z resztą drużyn w Polsce – generalnie mamy sztamę i nigdy się nie przytrafi tak, że np. przyjeżdżasz do Warszawy i nie ma cię tam kto przywitać!
Podsumowując: ciężka, satysfakcjonująca praca, ciekawe dziewczyńskie kontakty i odskocznia od szarego dnia powszedniego.

I na koniec kilka słów ode mnie – jeśli szukacie jakiegoś ciekawego zajęcia, sposobu na zachowanie figury (bo na pewno wylewa się hektolitry potu) i chcecie się nieco odstresować i wyżyć, to coś dla Was.

Ten sport na pewno dostaje certyfikat jakości Wujka Morela!

A poniżej – kilka ciekawych linków:

OFICJALNA STRONA BRESLAU REBELS

INFOGRAFIKA Z PODSTAWOWYMI ZASADAMI

WIKI O ROLLER DERBY

KRÓTKI DOKUMENT O RD W STANACH

Reklamy

Morfina na Odrze, czyli Podwodny Wrocław

10470829_862479017113196_1736898043263674720_n

W sobotę wybrałem się z Agą, Gosią, Asią i Miśkiem na koncert w ramach wrocławskiego festiwalu Podwodny Wrocław. Niby nic, niby kolejny koncercik naszych znajomych (bo na wokalu d’ i Andrzej Strzemżalski, a na basie Bond), a jednak….

Jak widać na zdjęciu powyżej – po pierwsze miejscówka była niecodzienna, bo koncert odbył się na jednym ze statków, które kursują po Odrze. Po drugie – było to kolejne spotkanie ludzi z Eklektik Session – inicjatywy, która świetnie i prężnie się rozwija w moim mieście. Artyści skupieni wokół Bonda co roku dają świetny koncert, inspirowany jakimś filmem (Lost Highway, czy Solaris), ostatnio przekształcili się w kameralny festiwal na którym można posłuchać świetnej muzyki, a teraz wydają płytę.

A po trzecie – koncert ten to Tribute to Morphine. Kapela której hołd składali muzycy gra świetnego, alternatywnego rocka, który w aranżacjach ES’ów wzbogacony o saksofon dawał niesamowitego kopa. Na wokalu dwóch kolesi, których głosy mają w sobie to coś, co powoduje że w jednej chwili uwodzą Cię dźwiękami, w drugiej przyprawiają o ciarki, krzycząc do mikrofonu, a w trzeciej podrywają Cię z krzesła szalejąc przy mikrofonie.

10471201_862479460446485_1143140779136355119_n 10441183_862479493779815_842061289974097026_n

Pomimo tego, że koncert – poprzez miejsce, lekki ścisk i trochę oniryczną atmosferę – był dość kameralny. Łódź sunąca po rzece, szaleństwa muzyków, solówki na basie i wspomnianym wcześniej saksofonie tworzyły niesamowitą atmosferę. A wszystko to okraszone czeskim piwem i pogrążone w oparach zapachowego tytoniu. Rewelacja. Chwilami miałem wrażenie, że jednak czas się zatrzymał, albo wręcz nieco cofnął. Takie koncerty mają swój klimat, który ciężko opisać jest słowami.

10521193_862479253779839_2545020380693257589_n 10420244_862479350446496_7649472115933974895_n

Chciałbym, aby w przyszłym roku także na statkach odbyły się jakieś koncerty. Chciałbym aby takie koncerty odbywały się znacznie częściej, bo jednak statek ma swój klimat, a panorama miasta dodatkowo robi swoje. Kiedy zrobiło się ciemno, poczułem się jak w jakiejś małej knajpie w Stanach żywcem wyjętej z filmu. Brakowało kelnerek i wykidajły przy drzwiach. Magiczne i niesamowite przeżycie. Jeżeli zawitacie kiedyś do Wrocławia i będziecie mieli okazję iść na koncert Eklektik Session – nie żałujcie pieniędzy. Jeżeli ktoś wpadnie na pomysł częstszego organizowania „koncertowych rejsów” po Odrze to na pewno się tam spotkamy, bo nie mam zamiaru przepuścić kolejnej okazji.

A tutaj możecie zobaczyć jak było!

P.S. Wszystkich zdjęć użyczył Sławek Przerwa | www.slawekprzerwa.pl

Koncertowo, czyli jestem za stary na płytę.

Poszedłem wczoraj z Agą na Linkin Park (selfie na końcu notki), bo we Wrocławiu, bo blisko, bo Linkin Park (a to mój trzeci ich koncert i po poprzednich wiedziałem, że będzie dobra zabawa) i nie widziałem supportu – Fall out Boy, a była okazja. Jednak nie spodziewałem się tak zawalonej organizacji i tego co będzie się działo na początku koncertu. Niestety – te kilka minusów popsuło mi nieco obraz całości imprezy, jakkolwiek – spoglądając na wcześniejsze jakże spektakularne wpadki związane z imprezami na stadionie – ocena końcowa jest jak najbardziej pozytywna.

Ale zacznijmy od początku. Miasto podstawiło dodatkową komunikację na stadion – plus. Szkoda, że tramwaje jeździły co jakieś 20 minut, jeden po drugim w parach. Dodatkowo zaraz przed/po tramwajach regularnych linii jadących w to samo miejsce. 30 tysięcy ludzi, namawianie do korzystania z MPK i co? Masakra na przystankach, masakra w tramwajach. Bo po co ustawić tramwaje na zmianę ? Co 10 minut? No po co prawda?

Po dotarciu na miejsce pierwsze co rzuciło się w oczy to kosmiczna kolejka do wejścia. Jak to? Przecież mieli wpuszczać od 18.00, a jest 19.00 – pierwsza fala powinna być już w środku i nie powinno być tak źle. Lekko zdenerwowany zerkam na bramki ludzi, którzy wchodzili na trybuny – pusto, sprawnie, ludzie wchodzą. Więc o co cho? No nic – ustawiamy się w kolejce. I nic się nie dzieje przez dobre 20 minut. WTF?! Okazuje się, że nikt nie jest wpuszczany na płytę. Irytacja rośnie. W końcu kolejka rusza. Przesuwamy się o jakąś 1/3 odległości do bramek. I znowu postój? I tak jeszcze ze 2 razy. Koniec końców wejście do środka zajęło nam godzinę.

20140605_190523

Kiedy udało się przejść przez pierwsze bramki (a kontrola osobista była baaaaardzo pobieżna) w końcu stwierdziliśmy, że jesteśmy w domu. Otóż nie – trzeba się jeszcze było dopchać do drugiego namiotu, gdzie dawano Ci opaskę na rękę. A nie można tego było jakoś ustawić zaraz za bramkami? Od razu wszystko po kolei? Pamiętam, że na OWFie dwa lata temu nie było takich problemów – kolejeczka przesuwała się sprawnie do przodu i nie stało się ponad godzinę do wejścia. No ale w końcu dopchaliśmy się do opasek – tym razem po prostu na bezczela wpychając się gdzie i jak się dało i ruszyliśmy na płytę.

Organizacja imprezy i zawalenie tego co działo się przy samym wejściu (nie wspomnę o parkingu za 40 zł i ponoć źle opisanych trasach, przez co tworzyły się korki, ludzie rezygnowali z parkowania przy Stadionie Miejskim i ogólnym chaosie) nie nastawiało mnie najlepiej do tego, co działo się później. Ale to już osobna kategoria – ludzie.

Pierwsze wrażenie – spory przekrój wiekowy. Od 13-14 latków, po ludzi po 40stce. W sumie LP na scenie jest już kawał czasu. Ma to sens. Zaczyna grać support – mam spoko miejsce, całkiem nieźle widzę (w przeciwieństwie do Agi, która ma z tym problem). Chłopaki z Fall out Boy trochę siadają wokalnie i energetycznie w pewnym momencie, ale generalnie nie jest źle. A dookoła mnie ludzie, którzy chyba pierwszy raz przyszli na koncert. Stałem niewzruszony kiedy dookoła mnie jakieś parki i panowie, którzy chyba pomylili koncerty tańczyli w taki sposób, że zapytałem nawet czy nie zrobić im miejsca do kółeczka, jak na disco, ale nie złapali żartu. Sam lubię poskakać i pogibać się na koncercie. Ale kaman – to co działo się wczoraj to już przeginka. Miałem wrażenie, że wszyscy dookoła mnie są pierwszy raz na koncercie! I – w rozmowach po imprezie nie byłem osamotniony w tym przekonaniu. Po za tym – kręcenie się i przebijanie do przodu. Mieliśmy jakiegoś strasznego pecha, bo staliśmy w ciągu komunikacyjnym, więc cały czas ktoś łaził w jedną i drugą. Najlepsze było to, że tuż przed nami było już tak ciasno, że nie dało się iść dalej. Więc spoko – w tył zwrot i jazda – no ale to po kiego leziesz do przodu baranie? Co zmieni, że przesuniesz się o 2 osoby – tak samo nic nie zobaczysz, jak masz metr pięćdziesiąt. Mistrzem był koleś, który stał koło nas i średnio co 3 minuty przełaził mi na widoku zajęty telefonem kursując od miejsca w którym stał do boku płyty. Może mama sprawdzała czy żyje…

No i na koniec – rozumiem, że w czasie koncertu śpiewa się z kapelą kawałki – ale psychofanki, które stały za mną darły ryja – po prostu. Momentami potrafiły zagłuszyć to co atakowało mnie ze sceny, a przy takim nagłośnieniu – to wyczyn. Autentycznie nie słyszałem tego co śpiewa Chester. No i zabawne jest to, że ja – stary koń – potrafię wyrecytować cały kawałek, łącznie z częściami rapowanymi, a wiele osób drze się tylko na pojedynczych wersach danego utworu – zawsze mnie to bawiło.

Wróce jeszcze na chwilę do kolejki przed wejściem. Kiedy docieraliśmy mozolnie do bramki nagle zaczęliśmy chodzić po butelkach z wodą/colą/pojemnikach z dezodorantem (WTF?!) – przepisy, że nic nie można wnosić na teren imprezy, to nie świeżyna, więc nie rozumiem ludzi, którzy nadal próbują, albo są zdziwieni, że muszą to zostawić. ALE NIE ROZUMIEM jak można było NIE ustawić koszy na śmieci przed wejściem. Jak na lotnisku. Masakra.

No – to sobie ponarzekałem. Sam koncert – bardzo w porzo. Linkin Park uważam za jedną z lepszych kapel do oglądania na żywo. Bardzo profesjonalna produkcja, świetne wizuale, energia na scenie. Widać było, że kapela jest pod wrażeniem polskich fanów i ich śpiewania w czasie numerów (ale to chyba jakaś nasza polska przypadłość?).

No i moc aplikacji typu „latarka” na trybunach w czasie „Leave out all the rest”.

A tak wyglądały trybuny:

20140605_221608

20140605_221631

Dlaczego jestem za stary na płytę? Bo nie chce się irytować. Chyba wolę po prostu mieć spoko miejsce na trybunie, żeby i poskakać i pokrzyczeć, ale bez ścisku, wkurzania się, odczuwania potu całego Wrocławia (cytat z kolegi Andrzeja) i irytacji. A najlepiej to strefa VIP, bo tam widziałem imprezka była na całego. Ale to muszę potroić zarobki.

I już zupełnie na sam koniec mój prywatny apel – Linkin Park, dlaczego „Crawling” poleciał tylko refren!? Miałem beczeć jak dziecko, trzymając się za ręce!

P.S. Wspomniane na początku selfie. :)

20140605_195602

Go Panthers!

panthers-logo

Jakiś czas temu oglądałem Puchar Narodów w Rugby. Sport urzekł mnie i nie przeszkadzały mi nawet dość skomplikowane zasady (które – z czasem – okazały się trudne do pojęcia tylko na pierwszy rzut oka).
Jednak amerykański Futbol zawsze wydawał mi się bardziej lajtową odmianą rugby (te wszystkie kaski, ochraniacze i tak dalej). Obejrzałem jednak – przez przypadek kilka meczy w TV, potem dowiedziałem się, że we Wrocławiu mamy Mistrzów Polski. W dalszym ciągu nie wywołało to mojego jakiegoś wielkiego uniesienia. Ale potem zajmowałem się produkcją teledysku w którym występowali właśnie zawodnicy wrocławskich Panter.

A ostatnio poszedłem na mecz.

_MG_9369.800x600

No i okazało się, że znalazłem na wrocławskim Stadionie Olimpijskim coś, co można nazwać nowym bakcylem.

Dostałem świetną rozrywkę, akcje, emocje, a do tego – pełną kulturę na trybunach. Wiadomo, że Futbol jest niszowym sportem w naszym kraju (choć niesamowicie szybko się rozwija), jednak na trybunach zasiadło prawie tysiąc osób (a wiem, że na ostatnim meczu, w którym nie mogłem uczestniczyć frekwencja była podobna), którzy gorąco dopingowali. Kibice obu drużyn siedzieli obok siebie i zagrzewali swoje drużyny do walki. Wokół biegało mnóstwo dzieci (które cały czas zaczepiały maskotkę Panthers – według mnie to najbardziej przerąbana robota w czasie meczu!). Stwierdziłem – WOW! to jest niesamowite. Nie ma bucówy, dymu, ustawek, rac. Jest genialna atmosfera, totalny luz i poczucie bezpieczeństwa.

A na boisku jest dwudziestu dwóch kolesi, którzy nie płaczą po delikatnym dotknięciu. Tam się napierdzielają aż miło.

Sprawdźcie sobie na stronie Polskiej Ligi Futbolu Amerykańskiego czy w Waszym mieście jest jakiś zespół i wybierzcie się na mecz. Bilety nie kosztują dużo (w przedsprzedaży 17 złotych normalny), można świetnie spędzić dzień (mecz trwa ok 3 godzin), napić się piwka, albo czegoś innego (we Wrocławiu sprzedają świeżo wyciskane soki!) i troche pokrzyczeć i pokibicować. Polscy zawodnicy z reguły grają za darmo – nie mają z tego pieniędzy (bo to jeszcze nie ten poziom finansowania i organizacji), dlatego warto wesprzeć ich kupując bilety.

Gwarantuje Wam niesamowite przeżycia i fajnie spędzony czas. A jeśli nadal się wachacie :

Argument dla kobiet: 

_MG_0546.800x600panie

_MG_0410.800x600panie

Argument dla mężczyzn: 

_MG_9448.800x600panowie

_MG_0627.800x600panowie

Zdjęcia pochodzą z oficjalnej strony Panthers Wrocław:  Źródło.

Hall of Games – kolejne targi we Wrocławiu

Właśnie dostałem informacje o bardzo ciekawych targach, jakie będą miały miejsce we wrocławskiej Hali Stulecia w listopadzie tego roku.

To po zeszłorocznym FantasyEXPO kolejna ciekawa i mam nadzieję, że cykliczna impreza, która zagości w branżowym kalendarzu!  Poniżej znajdziecie informację prasową odnośnie całej imprezy.

hog

 

HALL OF GAMES 2014

WIELKIE ŚWIĘTO GIER W STOLICY DOLNEGO ŚLĄSKA!

W dniach 14 – 16.11.2014 we wrocławskiej Hali Stulecia odbędzie się pierwsza edycja targów gier komputerowych Hall of Games 2014. To wyjątkowe wydarzenie skupi w jednym miejscu największych producentów, wydawców i dystrybutorów gier wideo i oprogramowania. Na imprezie nie zabraknie nowinek technologicznych, sprzętu i akcesoriów gamingowych. Dodatkową atrakcją będzie jeden z największych zlotów fanów gier planszowych w Polsce.

Hall of Games to trzy dni świetnej zabawy! Na targach będzie można zagrać w najnowsze gry komputerowe i wideo, obejrzeć prezentacje nadchodzących produkcji, wysłuchać interesujących wykładów dotyczących pracy w gamedevie. Uczestnicy będą też mogli zasięgnąć opinii specjalistów z branży odnośnie nurtujących ich zagadnień w trakcie paneli dyskusyjnych czy też sprawdzić swoje umiejętności podczas warsztatów. Dodatkowe atrakcje specjalne to między innymi konkurs Cosplay, wieczorne turnieje e-sportowe i nocny maraton trailerów i filmów w sali kinowej Kompleksu Hali Stulecia.
W trakcie imprezy miejsce będzie miała premiera „Gry o Wrocławiu”, na której wykonanie konkurs ogłosiło Biuro Festiwalowe Impart WROCŁAW 2016. Więcej szczegółów o konkursie: www.wroclaw2016.pl

Do Hali Stulecia będzie można przybyć ze swoimi pociechami – powstaje dla nich specjalna strefa edukacyjna, w której dzieci będą mogły spędzić czas pod okiem doświadczonych animatorów. W tym czasie Rodzice będą mogli zanurzyć się w świat elektronicznej rozrywki bez żadnych ograniczeń.

W całą imprezę zaangażowane jest Wydawnictwo Techland i CD Action.