wywiad

Roller Derby Baby!

DISCLAIMER: Ten wpis będzie podzielony na dwie części:

Pierwsza część będzie zdecydowanie szowinistyczna, męska i zapewne może wywołać grymas niesmaku na twarzach kobiet. Bardzo przepraszam, ale aby zachęcić ludzi do chodzenia na mecze, lajkowanie profili i wspieranie, trzeba dać im marchewkę. Ja daję męskim czytelnikom najbardziej oczywistą i najlepszą marchewkę na jaką mogą się złapać.

Druga część to ogłoszenie rekrutacyjne. Dlatego między innymi powstał ten wpis – jeżeli czytasz to kobieto z Wrocławia i masz ochotę się pobawić w taki sposób spędzania czasu, zapraszam do kontaktu z Breslau Rebels – info o kontakcie na końcu wpisu.

Ok – skoro to sobie już wyjaśniliśmy to Panowie – część dla Was!

Pamiętacie taki film jak Rollerball? A teraz dołóżcie do tego fajne laski. I prędkość. I krótkie getry, albo głębokie dekolty. I nieco przemocy. I prędkość. Zainteresowani? To wrzućcie w google Roller Derby, a będziecie oczarowani.
A do tego – w Polsce zaczyna się tworzyć coraz więcej zespołów, a że sport jest zdominowany przez kobiety…. cóż – tym lepiej dla nas. A dlaczego zachęcam ? Bo im więcej osób będzie wspierać ten sport, tym częściej będą odbywały się mecze (które – ponieważ liga dopiero się organizuje, będą najprawdopodobniej darmowe!) i dziewczyny będą miały możliwość się pokazać.

Poniżej na zachętę – kilka zdjęć poglądowych:

1779149_976480032377545_9099357195303156038_n10523739_976479355710946_7759368166090781617_naksjdlaj10285532_4610311711688_507043441382857978_o1959348_10204961493501766_3299541602121957902_n 10301607_711798298905703_3780240081802763186_nZdjęcia wykonane przez Justynę SIN Polaczyk i MACIEJ MARGIELSKI PHOTOGRAPHY.

Tłumaczenie zasad w tym miejscu zajmie za dużo czasu, po za tym nie jestem w tym najlepszy. Dlatego też na samym końcu znajdziecie kilkadziesiąt przydatnych linków, które rozjaśnią Wam nie tak bardzo skomplikowane zasady. Ale Panowie umówmy się – kto będzie na zasady zwracał uwagę ;)

Czas na część drugą – drogie Panie!

Postanowiłem poprosić o kilka zdań Sin – kobietę, która wkręciła się w ten sport na maksa. Popularyzatorka Roller Derby we Wrocławiu, a także członek drużyny Breslau Rebels. Musiałem trochę ograniczyć ilość emotek jakie zostały wykorzystane w czasie pisania odpowiedzi, ale nie martwicie się – sens pozostał ten sam ;)

1. Dlaczego Roller derby?
A dlaczego nie? Czemu koszykówka, czemu softball, czemu haft?  Jednemu pasuje rzucanie piłką, innemu jeżdżenie na wrotkach, Roller Derby jest wyjątkowe pod wieloma względami: sport to jedno, a cała kultura RD to drugie. Kultura, czyli np Derby names, absolutna sztama pomiędzy drużynami i po trzecie: to jedyny tak agresywny sport zdominowany totalnie przez kobiety! :)

2. Czy w Polsce poza zespołem z Wrocławia są jakieś inne ekipy? Czy istnieje liga?
Jest więcej drużyn, w tym momencie oficjalnie jest siedem, ale tworzy się ósma. Dwie we Wrocławiu, dwie w Warszawie, jedna w Poznaniu, dwie z Pomorza. Ligi jeszcze nie ma, ponieważ sport ten zawitał do Polski dopiero rok temu. Niestety jest to dla zawodniczek sport bardzo skomplikowany, same zasady mają kilkadziesiąt stron, więc nauka zasad + nauka jazdy (aby grać musisz ŚWIETNIE jeździć) + organizowanie ligi zajmie jeszcze trochę czasu.

3. To brutalny sport?
Brutalny – to zależy jak na to patrzeć. Z jednej strony dziewczyny naprawdę mega szybko jeżdżą, a gdy tak zasuwasz, każdy upadek jest o wiele poważniejszy, poza tym samo blokowanie i przepychanie wymaga użycia siły. Z drugiej strony jednak dobrze wyszkolone zawodniczki wiedzą, jak upadać i noszą porządne ochraniacze. Dodam do tego, że zasady wykluczają „brudne” zagrywki (np. uderzenia łokciem albo atak głową czyli przysłowiowa „Baśka”), więc tak naprawdę ryzyko obrażeń nie jest wielkie. Nie liczy się tu siła, tylko zwinność i strategia, tak więc oceniłabym RD bardziej jako sport widowiskowy, niż jako brutalny. Chociaż wiem, że dla tych, którzy nie kumają zasad, może się wydawać, że to bicie się na wrotkach – otóż NIE!

4. Breslau Rebels w dalszym ciągu poszukują dziewczyn, które wstąpią do zespołu. Dlaczego miałyby to zrobić? Jakieś słowo zachęty?
Dla nas wszystkich jeżdżenie na wrotkach jest absolutnie fantastycznym sposobem na spędzanie czasu. Nie ograniczamy tego do treningów, każda jeździ kiedy może i czerpie z tego mnóstwo satysfakcji. To, co jest w tym tak zajebiste, to to, że gdy poświęcasz swój czas i angażujesz się w naukę jazdy, efekty widzisz natychmiastowo. Początkujące zawodniczki już po jednej godzinie treningu widzą progres! To jest absolutnie fantastyczne uczucie, gdy przychodzisz i czujesz się jak leszcz, a wychodzisz i cieszysz się, bo udało ci się przeskoczyć nad jakąś przeszkodą, nie lądując na dupie. To bardzo, bardzo wdzięczny sport.
Druga sprawa to drużyna: przyłączają się do nas same ciekawe i energiczne dziewczyny, z którymi mega szybko nawiązuje się dobry kontakt. I identycznie jest z resztą drużyn w Polsce – generalnie mamy sztamę i nigdy się nie przytrafi tak, że np. przyjeżdżasz do Warszawy i nie ma cię tam kto przywitać!
Podsumowując: ciężka, satysfakcjonująca praca, ciekawe dziewczyńskie kontakty i odskocznia od szarego dnia powszedniego.

I na koniec kilka słów ode mnie – jeśli szukacie jakiegoś ciekawego zajęcia, sposobu na zachowanie figury (bo na pewno wylewa się hektolitry potu) i chcecie się nieco odstresować i wyżyć, to coś dla Was.

Ten sport na pewno dostaje certyfikat jakości Wujka Morela!

A poniżej – kilka ciekawych linków:

OFICJALNA STRONA BRESLAU REBELS

INFOGRAFIKA Z PODSTAWOWYMI ZASADAMI

WIKI O ROLLER DERBY

KRÓTKI DOKUMENT O RD W STANACH

1-2-3 Bloger/Fejmus #15

1-2-3 bloger-logo-01Zachowujemy – przynajmniej trochę – parytety, walkę o dżender i inne takie.

Dziś na kanapie – kobieta, Mistrz Gry i moja znajoma od czasu kiedy stawiałem pierwsze kroki w sieci. Przed Państwem:

Dominika Stępień a.k.a Blancheblogerka, tłumaczka [Kimochi no koryôshi – Les Petits Chasseurs d’Émotions], fanka Steampunku, finalistka Pucharu Mistrza Mistrzów, zdobywczyni Srebrnych Kości, sędzia w GRAMY! i GRAMY Express!, Archipelagu i Quentinie, właścicielka najpiękniejszego psa świata, druga połowa nimdila [albo odwrotnie].

1. Dlaczego Steampunk i dlaczego Castle Falkenstein?

Na pierwszą część pytania trudno mi odpowiedzieć – w końcu to kwestia gustu, a o gustach podobno się nie dyskutuje. Po prostu zawsze należałam do tych RPG-owców, którym bardziej odpowiadają konwencje historyczne lub quasihistoryczne, a steampunk, kiedy zetknęłam się z nim po raz pierwszy, wydawał mi się dużo ciekawszy, niż tradycyjne fantasy nawiązujące do średniowiecza.

Odpowiedź na drugą część pytania jest znacznie łatwiejsza: Castle Falkenstein to po prostu najlepiej napisany podręcznik RPG, jaki kiedykolwiek czytałam. Nie twierdzę przy tym, że system jest pozbawionym wad ideałem, chcę natomiast podkreślić, że – w przeciwieństwie do wielu innych podręczników – Castle Falkenstein to po prostu przyjemna lektura. Tak się składa, że nie lubię czytać RPG-ów. Wiem, że są osoby, które czytają RPG-i tak, jak się czyta powieści, ja jednak nie potrafię się do tego zmusić – jeżeli nie mam w bliskiej perspektywie sesji w danym systemie, to taka lektura jest dla mnie zwyczajnie jałowa i nudna. Castle Falkenstein to wyjątek od tej reguły, system napisany jest zabawnie i ze swadą. Rzeczywiście można go czytać jak powieść. Wielka szkoda, że zupełnie nie czuć tego w polskim wydaniu.

2. Od flejmów/shitstormów i wszelkiej maści rozważań o gender trzymasz się raczej z daleka. Nie korci Cię, aby czasem coś wrednego napisać?

Oczywiście, że korci! Raz nawet w ramach Karnawału Blogowego RPG napisałam tekst, podejmujący te kwestie, najwyraźniej jednak był utrzymany w zbyt łagodnym tonie i przeszedł  bez echa [Jak oswajam groźne słowa]. Może to dobrze, bo uważam, że zdecydowanie lepiej przysłużę się sprawie robiąc swoje i czynem pokazując, że panie są wartościowymi członkami fandomu, zamiast strzępiąc język (czy też z frustracją stukając w klawiaturę) po próżnicy.

3. Miałem już u siebie wcześniej małżeństwo (Denae i Adahl) związane z grami video. Nimdil i Ty to RPGowcy z krwi i kości. Dogadujecie się w kwestiach doboru systemów? Gracie razem? Kłócicie się?

Kłócimy się głównie o psa, bo ja jestem typową nadopiekuńczą matką, a nimdil równie typowym, niefrasobliwym ojcem. Natomiast, nie przypominam sobie żadnych spięć dotyczących RPG-ów, co jest o tyle ciekawe, że tak w kwestii konwencji, jak i konkretnych systemów mamy zupełnie rozbieżne gusta. Świetnym przykładem jest tu Warhammer, którego nimdil bardzo lubi, a ja – wręcz przeciwnie. Mamy na szczęście dostatecznie dużo różnych RPG-ów, żeby zawsze udało się nam znaleźć jakiś kompromis przy wyborze systemu.

Myślę, że w tym momencie RPG-owo dogadujemy się naprawdę dobrze, chociaż sporo czasu zajęło mi przełamanie się i zdecydowanie, że jednak mogę nimdilowi prowadzić sesje. Tymczasem na dzień dzisiejszy mam spore doświadczenie w prowadzeniu sesji dla jednego gracza, a nimdil pełni bardzo ważną funkcję mojego gracza-testera nowych systemów. Najważniejsze jest jednak to, że przy okazji rozmaitych konkursów każe mi wziąć się w garść i zabrania się wycofać, kiedy mam na to ochotę.

 

1-2-3 Bloger/Fejmus #14

1-2-3 bloger-logo-01Dzis na morelowej kanapie zasiadł ktoś, z kim od dawna chciałem porozmawiać. Co prawda nie odpowiedział mi na jedno, bardzo ważne pytanie, które znalazło się w przygotowanym pakiecie, ale cóż – takie już uroki tego cyklu ;)

Nie przedłużając!

Radosław Idol a.k.a Beamhitbloger, rozbójnik, fejmus, banita. Kiedyś miał znacznie ostrzejszy język, jednak po krótkim okresie banicji wrócił i chyba wydoroślał, złagodził ton. Nie zmienia to faktu, że jest osobą cenioną w miejscowych internetach, bo pisze fajnie i bardzo konkretnie.

1. Patrząc na Twoje notki, wydaje się, że piszesz praktycznie o wszystkim z RPGowego punktu widzenia (nie widziałem chyba tylko relacji z konwentów) – zaszufladkował byś się bardziej jako RPGowca, który pisze o swoich sesjach/systemach, czy bardziej jako krytyka samej blogosfery, fandomu?

Nie uważam się za krytyka blogosfery czy fandomu, wbijanie szpil zostawiam innym. No bo tak – Identyfikatory są złe, bez sensu, służą do głaskania się główce w zamkniętym kręgu. Takie były głosy niektórych ludzi z fandomu. Ale z mojej perspektywy to… To tak naprawdę nic mi nie przybędzie, ani nic mi nie ubędzie, nie ważne kto dostanie, a kto nie, i do czego służą te Identyfikatory. Jedyne co mi się nie podoba, to że jak ktoś w fandomie przedstawi jakąś koncepcję, i ktoś się z tym nie zgadza, to zaczynają się wycieczki osobiste. I nawet jeżeli ktoś przytoczy sensowne kontrargumenty, to znikają pod drugą częścią wywodu, w której hejtuje się na lewo i prawo. A trolle to… Zazwyczaj dosyć łebskie jednostki, znające się na swoim hobby, i które jak chcą, są w stanie przekazać fajne ciekawe spostrzeżenia i pomysły. Niestety wolą spożytkować czas na coś innego. Czyli… Jestem po prostu zwykłym erpegowcem który czasami napisze coś o swoim hobby.

2. Ostatnio pytałem Dracha o Edge of Empire – widzę, że Ty także grywasz. Czy to godny następca poprzednich systemów ?

Edge of the Empire jest fajne. Jasne, pewnie subiektywna opinia, ale wielu ludzi co zagrało, stwierdziło to samo. FFG (wydawca EotE) ostatnio przyznał, że to najlepiej sprzedawane RPG w ich historii. W systemie musi być jakaś magia, skoro nawet nie zauważono tak popularnych „edition wars”. Gra przypadła do gustu zarówno weteranom wersji WEG, jak i późniejszym graczom wersji d20. Inną fajną rzeczą jest to, że ludzie piszą też w tym stylu: „Nie jestem fanem Star Wars, coś tam widziałem, ale ostatnio zagrałem w EotE” i… Chcę więcej! Jasne, w tych moich spostrzeżeniach może być po prostu dużo fanatyzmu, i jestem tak nim zaślepiony, że nie dostrzegam jaki to jest system zły i niedobry. Ale z mojego punktu widzenia? To najlepszy Star Warsowy erpeg w historii, nie tylko godny następca, ale też ustawiający poprzeczkę bardzo wysoko dla ewentualnych przyszłych edycji.

3. Bierzesz udział w shitstormach i flejmach ? Wywołujesz je? Miałeś swego czasu łatkę Trolla.

Tak, jestem byłym trollem. Ale człowiek pewnego dnia budzi się i stwierdza, że nie warto. Przepychanki, imputowanie, bluzgi, wypowiedzi z podwójnym przekazem i inne takie zaczynają niektórych w pewnym momencie męczyć. Zaryzykuję stwierdzenie, że nie tylko ja tak mam. Obserwuje ostatnie wpisy blogowe czy dyskusje na g+, i widzę, że ludziom już się nie chce słuchać kolejnego wywodu, że „Beamhit to kretyn, bo w ’84 chciał narysować komiks o Bolku i Lolku, który miał być lepszy niż komiks o Reksiu, który narysował XXX”. Można powiedzieć, że ludzie stają się tacy „wykastrowani, bez pazura” (że tak zacytuję), Ja raczej uważam, że większa część jest już tym zmęczona i idą po rozum do głowy. A reszta potrafi być już tylko smutnymi zgryźliwymi dziadkami. Ale jest jeszcze dla nich nadzieja ;)

1-2-3 Bloger/Fejmus #13

1-2-3 bloger-logo-01No i wracamy!

2 tygodnie przerwy – bo nie było czasu, bo wiele się działo, bo zmiana pracy (na Dream Job!). Ale powoli zaczynam odzyskiwać rytm. Przy okazji wyłączyli mi fejsa w pracy [#smuteczek], a że z appki mobilnej niespecjalnie lubie korzystać to czuje się jak odcięty od świata.
Dobra – ponarzekałem, czas przejść do konkretów – dziś kolejna osoba, bloger z krwi i kości, bardzo, ale to bardzo fajnie czyta mi się jego wpisy, które uważam za bardzo konkretne. Aha – rozpisał się chłopak, więc dzisiaj raczej nie będzie zwięźle ;)

Przed Państwem:

Olek Ryłko a.k.a Drachubloger, RPGowiec, Powergamer. Pisze z sensem i ciekawie. Znany i szanowany w miejscowych internetach. Pisywał na Polterze. Wydaje mi się, że także fejmus i to w bardzo pozytywnym tego słowa znaczeniu.

1. Jak znajdujesz Edge of Empire? Przymierzam się do poprowadzenia i przyznam, że śledzę Twoje raporty. Napiszesz coś więcej na temat swoich odczuć? 

Edge of the Empire oceniam diabelnie pozytywnie. Jakiś czas temu, przy okazji któregoś z Karnawałów, zapowiadałem, że pozostaję przy Savage Worlds i Fate Core i każda nowa mechanika naprawdę będzie musiała się napocić, żebym rozważył, czy chce mi się jej uczyć. No i ta się postarała. Gra się super, moi gracze też są bardzo zadowoleni – przy czym nie ma wśród nas jakichś wielkich fanów uniwersum. Bo to nie samo Star Wars nam sprawia tak dużą radochę, a właśnie zabawa tymi zasadami. 
Trzeba pamiętać, że Edge of the Empire nie jest mocnym zawodnikiem jeśli chodzi o taktyczne rozgrywanie walk (a to jest coś, co lubię) – dystanse są ustalane „na oko”, ruch bohaterów też ocenia się „na oko”, modyfikatory sytuacyjne są uznaniowe, ataków okazyjnych nie ma – no to nie jest gra, która będzie śmigać na siatce taktycznej. 
Ale nadrabia to swoja elastycznością – można na niej wykręcać naprawdę fajne, że się tak wyrażę – filmowe, akcje. Wymaga jednak wzajemnego szacunku MG i graczy – wiele rzeczy tak naprawdę jest negocjowanych – dodatkowe okoliczności towarzyszące sukcesowi lub porażce, modyfikatory sytuacyjne – podręcznik nie daje sztywnych reguł w tym przypadku. Tym samym MG musi umieć uargumentować swój punkt widzenia, nie może pozwolić sobie na arbitralne decyzje, a i gracze nie mogą, korzystając z przewagi liczebnej, narzucać na siłę rozwiązań – gra w Edge of the Empire wymaga umiejętności wypracowywania konsensusu.
I jeszcze jedno – jest taka grupa graczy, którzy przychodzą na sesję, by być zabawianym – jak w piosence Nirvany – here we are now, entertain us. To ludzie, którzy oczekują, że MG im wszystko opowie i wszystko zrobi za nich. Edge nie jest dla nich, wymaga pewnej aktywności. 
Co jeszcze? Gra ma zaskakująco niski próg wejścia dla graczy – jest dość intuicyjna i nie ma ogromu sztywnych reguł. Podręcznik wydaje się ogromny – to prawda, jest obszerny, ale sam rdzeń rozgrywki jest bardzo prosty. Tak naprawdę większości rzeczy zawartych w podręczniku nie musisz pamiętać – tylko sprawdzasz je czasem – wiesz, dużo zajmuje sprzęt, statki kosmiczne, (sz)moc, bestiariusz, rozdział o prowadzeniu, drzewka rozwoju – to nie są rzeczy, których potrzebujesz na co dzień. 
Do tego fajna i aktywna linia wydawnicza – dla mnie to jest ważne. Jeżeli podstawka mi się spodoba, to chciałbym więcej. Linia Edge of the Empire jest niezła (na tyle, na ile ją znam, bo jednak wszystkiego nie kupiłem) i mniej-więcej raz na miesiąc owocuje kolejnym podręcznikiem. 
I na deser – jeżeli nie masz fikuśnych kostek dedykowanych EotE, to w podręczniku jest tabelka jak wykorzystać kostki zwykłe. Z góry mówię – rozwiązanie to nie działa, nie polecam, wręcz odradzam. Trudno, trzeba tą stówę na kości wyłożyć.

2. Z tego co znalazłem na Twój temat w sieci, wychodzi mi że wiele osób uważa Cię za rozsądnego i merytorycznego rozmówcę (rzadkość!) – uczestniczysz w różnej maści flejmach i shitstormach w polskich internetach? 

Teraz już nie. To znaczy – lubię uczestniczyć w dyskusjach, nawet tych najgorętszych, dotyczących naszego hobby. Pamiętajmy, że jeszcze do niedawna flejmy merytoryczne były na porządku dziennym – ludzie gadali o RPG i na tym tle dochodziło do sporów. Czasami bardzo burzliwych – z banami, dożywotnim hejtem i odejściami z for. Czasami te spory były nadzwyczaj owocne. Pamiętam np. wielkie wojny o teorię RPG – część ludzi uznała, że bulszyt, część uznała że super. Ale tak naprawdę ważne jest to, że ludzie z sobą dyskutowali – ok, czasami na ostro, ale gadali. Padło dużo ciekawych myśli, spostrzeżeń i przykładów. Czyli nawet osoby negujące sens teorii RPG musiały się z nią zapoznać, przemyśleć i myśli swoje w jakiś sposób sformułować. Sam zysk.
Wiele z mojego obecnego podejścia do gry kształtowało się pod wpływem różnych dyskusji. Ale nawet w takich dyskusjach zawsze pilnowałem, żeby nie chlapnąć za dużo – bo widzisz, ja nie lubię kwasić się z ludźmi. Kiedyś usłyszałem, że jestem internetowym odpowiednikiem św. Franciszka, chociaż pewnie napisałem parę rzeczy, z których nie jestem dumny.
Od pewnego czasu jednakże shitstormy mają inne tło – bo chodzi o sprawy światopoglądowe, znacznie szersze niż samo RPG. W te, co do zasady, staram się nie angażować. Cenię wolność słowa – uważam, że idea, również i najpiękniejsza podlega dyskusji i krytyce. Nie oburza mnie to, że ktoś promuję jakaś ideę, ani też to, że ktoś rzuca w nią niepochlebnym postem, czy wręcz stara się ją ośmieszyć.
Za to nie lubię zamordyzmu, czy jedynych akceptowalnych linii wypowiedzi – dlatego też na jakiś czas rozstałem się z Polterem. Idea musi być w stanie sama się obronić.
Obecne spory światopoglądowe (a te dominują w fandomie od paru miechów) nie mają sensu – są dwie silne grupy, popierające wszystko co napisał któryś z ich przedstawicieli – to nie jest dyskusja, która coś zmieni. Część z tych ludzi nie udziela się w RPGowym światku od lat, wypływając jedynie przy takich sporach. 
Dlatego też, jeżeli kiedyś my (w sensie fandom) zaczniemy żreć się o RPGi, to ja chętnie wrócę do dyskusji.

3. Mówisz o sobie Powergamer – to filozofia, styl (ponad wszystko!), czy raczej coś innego? Nie lubisz „klymaciarstwa”?

Ależ lubię. Przynajmniej tak długo, jak nie robi się pretensjonalne. Tylko, że te powergaming i klimaciarstwo nie stoją w opozycji, jasne – wiele się mówiło o role-playing i roll-playing jako o swoich przeciwieństwach. Ale tak naprawdę jedno nie wyklucza drugiego. Postać może mieć fantastyczne tło fabularne i robić na sesjach rzeczy,  o których potem krążą legendy przy piwie, a jednocześnie mieć bardzo dużo ataków i mielić przeciwników na plasterki. 
Dla mnie powergaming oznacza wyciśnięcie z reguł jak najwięcej, by mieć postać jak najbardziej zbliżoną do swoich oczekiwań (czyli w moim przypadku mocną – lubię mocne postaci) – oczywiście w ramach zasad. Bez nich w powergamingu nie ma nic fajnego. Bez nich nie ma radości z żyłowania reguł i wymyślania combosów. Tak naprawdę wielu, jeśli nie większość z nas, to właśnie powergamerzy, tylko tego nie przyznajemy. 
Dlatego np. nie podeszło mi DnD 4.0. W takim 3.0 początkowa koncepcja postaci i to, jak j rozwijałeś była bardzo ważna. W 4.0 jeden gracz może maksymalnie wyżyłować zasady, drugi zaś może na chybił-trafił rozdzielić statystyki i zdolności. I obaj będą mieli postać po podobnej „mocy”. A ja lubię, gdy kombinowanie jest opłacalne. To taka forma wynagradzania tych, którym się chciało zrobić coś więcej (tzn. poznać zasady i przemyśleć postać).

1-2-3 Bloger/Fejmus #12

1-2-3 bloger-logo-01Dziś będzie … powoli ;)

Bardzo ciekawa postać – inteligentny gość, także bardzo spokojny. I bardzo, bardzo sympatyczny. Muszę przyznać, że dał mi kilka rad jako blogowemu świeżakowi, za co mu dziękuję!

Łukasz Maludy a.k.a ChavezBloger, Game developer, człowiek od wszystkiego w ekipie Ramela. Kiedyś związany z polter.pl, ale to było dawno temu i nie prawda. Słucha Comy (nigdy nie rozumiałem fenomenu tego zespołu), konsolowiec (ale każual) i mistrz celnej uwagi, oraz ciętej riposty – zwłaszcza na fejsie.

1. Twój blog jest taki….wolny ;) – skąd pomysł? Jak traktujesz pisanie? Bardziej dla siebie, czy jednak chciałbyś mieć z tego jakieś korzyści?

Bo to jedno z moich haseł życiowych :) Zauważ że dzisiaj wszyscy gdzieś się spieszą, ciągle zapatrzeni w swoje małe ekraniki. Szybciej, więcej, dalej. A ja jestem z natury przekorny. Zresztą zobacz o czym piszę – różnego rodzaju kultura i rozrywka. Jasne, gry i filmy są niby „szybkie”, ale u mnie sporo jest też o książkach. A na czytanie trzeba już poświęcić nieco czasu, złapać oddech.

A blogować zaczynałem w czasach zamierzchłych, bo gdzieś w 2007 albo 2008 roku. Potem miałem długą przerwę i dopiero niedawno postanowiłem „wrócić”. A po co? Chyba żeby nie zapomnieć jak się piszę. Plus to uczy pewnej samodyscypliny. Założyłem sobię regularne wpisy i w końcu udało mi się osiągnąć własne tempo – dwa wpisy tygodniowo. Nie za dużo, nie za mało.

A korzyści? Nawiązałem kilka fajnych znajomości, powoli rośnie też liczba czytelników, więc jest dobrze. Jakkolwiek modnie by to teraz nie brzmiało – tak być na anty – nie żyję z bloga, nie mam zamiaru z niego się utrzymywać. Totalnie hobbystycznie go prowadzę.

2. Grywasz w Diablo na konsoli ze swoją połowicą. Widziałem, że wspierasz akcje crowdfundingowe – ale czy grasz jeszcze w papierowe RPG ?

My ogólnie w dużo gier gramy wspólnie :) Szczególnie polecamy wszystkim serię Lego – świetna zabawa. Co do finansowania społecznościowego – tak jakoś wyszło :) Jeśli to może pomóc komuś zrealizować swoje marzenia a dodatkowo dać mi coś fajnego, to czemu nie?

A co do RPG, to od jakiegoś czasu staram się właśnie wrócić do grania – niestety z negatywnym skutkiem. Pozostaje mi więc być starym zrzędliwym tetrykiem i jedynie czytanie tego co wychodzi. Bo brak grania nie oznacza że nie interesuję się co wychodzi i co jest teraz „na topie”. Wiesz, pocieszam się że kiedyś przyjdzie dzień i będzie u mnie jak z muzyką, gdzie też po wielu latach słuchania wróciłem do jej tworzenia.

3. Jesteś zwolennikiem i fanem czytników, Kindle i tym podobnej rozrywki – współpracujesz z Woblink’iem – czy możesz w kilku krótkich zdaniach zareklamować i przybliżyć ideę ludziom, którzy są przywiązani do tradycyjnych książek? 

Dzień bez reklamy Woblinka dniem straconym :) Prawda jest taka, że dopóki nie zobaczy się na żywo jak wygląda e-ink to ciężko zrozumieć jego fenomen. Sam przez lata przecież przekopałem setki papierowych wydań. A dzisiaj już sobie nie wyobrażam targania tego wszystkiego ze sobą. I tak, też byłem fetyszystą zapachu książki. Po prostu doszedłem do wniosku, że treść jest ważniejsza od formy. No i wygoda.

Przy czym to nie jest też tak, że w ogóle przestałem kupować papier. Ciągle są wydania – najczęściej w twardej oprawie – które po prostu chce mieć na półce bo ładnie wyglądają. Ale do samego „czytania” i tak wtedy szukam ebooka.

Ludzie przy tym często mylą pojęcia. Słyszą o wydaniach elektronicznych i myśla o tym, jak to jest czytać PDF-a na tablecie. Dlatego mówię – zobaczyć e-ink na żywo. To po prostu wygląda jak jedna strona wyrwana z książki. A do tego najnowsze czytniki mają jeszcze coraz lepsze podświetlenie, więc odpada problem dodatkowej lampki.

Zupełnie dodatkowo dodam tylko, że odkąd mam Kindla ilość przeczytanych książek wzrosła u mnie znacznie.

1-2-3 Bloger/Fejmus #11

1-2-3 bloger-logo-01Hy, Hy, Hy – zaczynamy drugą dziesiątkę i to bardzo, bardzo fajną osobą. Jest dla mnie postacią speca, który trzymając się na uboczu konsekwentnie robi swoje. Dodatkowo zna się na tym co robi, nie mówi, że mojsze lepsze niż twojsze. No i uwielbiam jego raporty z sesji. Jeden z tych blogerów, którzy piszą regularnie – coś czego mam nadzieję, że mi nie zabraknie. Ponoć sprawiłem mu ogromną przyjemność zaproszeniem na swoją kanapę, więc nie przedłużam.

Marcin Roszkowski a.k.a PaladynBloger, tłumacz, Pan Paladyn, Fan D&D i znawca świata Athasu. Prywatnie – stary metal, bardzo spokojny, jak na warunki naszego fundomu, człowiek który ze szczytu swojej góry bacznie obserwuje wszelakiego rodzaju przepychanki. Bardzo fajna postać! 

1. Wiem – bo sam mi kiedyś napisałeś – że nie angażujesz się w kłótnie, przepychanki i tym podobne rzeczy, jakie wstrząsają światkiem RPG. Obserwując to wszystko z boku – jak opisałbyś polski fandom RPG. 

Polski fandom niespecjalnie różni się od zachodniego, jest tylko mniejszy. Znajdą się w nim ludzie sensowni i tacy, którzy zbyt poważnie biorą swoją „internetową personę”. Kłótnie, które wstrząsają nim od czasu do czasu też nie są niczym niezwykłym, w każdym środowisku pojawiają się kontrowersje. Bawi mnie za to, jak poważnie ludzie je traktują, straszenie pozwami, robienie screenshotów, to nie jest dowód powagi, a dziecinady. Jedyne co mnie martwi, to brak dyskusji. Wygląda ona tak, że większość jej uczestników wygłasza opinie ex cathedra, jak prawdę objawioną i nie dopuszcza do rozmowy, traktując ją jak atak. Ale do pewnych rzeczy trzeba dorosnąć.

2. Czy czujesz się fejmusem? Pytam ze względu na to iż twój blog jest znany, czytany, a Ty sam zajmowałeś się tłumaczeniem RPG, więc ludzie Cię znają. 

Ani trochę. Jestem facetem, który miał to szczęście, że urodził się pod koniec lat 70-tych i było mu dane obserwować pewne rzeczy własnymi oczyma. Walczyłem o podręczniki, chłonąłem je w całości, raz po raz czytając od deski do deski i teraz mogę się podzielić młodzieńczą fascynacją. Byłem ogromni zaskoczony liczny gronem słuchaczy podczas mojej prelekcji o ewolucji Dark Suna i podobnie jak Twoją propozycją wywiadu. To mi uświadamia, że ciąży na mnie odpowiedzialność rzetelnego i starannego pisania. Natomiast nie czuję się fajmusem. No, może piko celebrytą, jako to określił jeden z moich przyjaciół :-) 

3. Czym jest dla Ciebie prowadzenie bloga – dlaczego taka forma. Czy czerpiesz jakieś korzyści materialne? Współpracujesz z jakimiś firmami, które zapewniają Ci na przykład dopływ podręczników ? 

Blog jest czysto prywatną inicjatywą. Podręczniki kupuję sam,nikt mnie nie sponsoruje. Pisuję do kilku periodyków, ale tam też panuje zasada, że samemu opłaca się materiał do recenzji. Cóż, prowadzenie bloga to dziennikarstwo obywatelskie ze wszystkimi tego zaletami i wadami. Z jednej strony trzeba pomieść nakłady, z drugiej nie muszę się przejmować tym, że jakiś wydawca mnie pozwie za nieprzychylną recenzję. Zresztą, funkcjonuję w takiej niszy, że nikomu by się nie opłacało dawać podręczników do recenzji, co expressis verbis napisało mi pewne polskie wydawnictwo z planami na szeroką game podręczników RPG. Forma wzięła się stąd, że własnej strony raczej nie postawię, a blogger oferował pewne rozwiązania w prostej, idiotenodpornej formie. Pisanie jest dla mnie pewnego rodzaju nałogiem, czasami treści wylewają się na klawiaturę nieprzerwanym strumieniem, gorzej, że ostatnio dramatyczne brakuje mi czasu. O czym przekonałeś się Ty, czekając na moja odpowiedź.

1-2-3 Bloger/Fejmus #10

1-2-3 bloger-logo-01Dzisiaj mały jubileusz! Dziesiąta odsłona! (W sumie oszukany, bo powinien wypaść za tydzień.)

Dziś na kanapie wylądował Krzysztof Kaźmierczak, osoba która jest (lub była, bo sława przemija, więc zależy jak się na to spojrzy) dość kontrowersyjną postacią w polskim śfiatku erpegie. Zastanawiam się właśnie nad tym, aby przepytać kilka takowych kontrowersyjnych postaci – pozdro dla kumatych, Ci co mają wiedzieć o kogo chodzi to wiedzą ;)

Krzysztof Kaźmierczak a.k.a Krzemieńbloger i bloger, troll, zarządca agregatora Blogi RPG. Miłośnik DnD w czwartej odsłonie, czyli wersji figurkowej. Znienawidzony przez sporą część fundomu. Prywatnie bardzo fajny koleś, co oznacza, że zyskuje przy bliższym poznaniu.

1. Prowadzisz bloga – to bardziej dla siebie, czy chcesz być uznanym blogerem cytowanym przez branżowe media?

Trudno powiedzieć, żebym prowadził bloga, moje pierwsze dziecko czyli Moje RPG leży martwe od wielu miesięcy. Gdy umieszczałem tam wpisy, robiłem to dla siebie i moich drużyn, okazjonalnie przelewając w notkach swoje spostrzeżenia o RPG tak bardziej ogólnie, dla wszystkich. Wątpię bym był kiedyś cytowany przez branżowe media, mam koszmarny styl pisania i przeklinam cały czas. Na serio zdziwiłem się gdy mój hejterski tekst o sytuacji RPG w Polsce miał się pojawić w antologii Karnawału Blogowego. Obecnie pomału rozkręcam drugi blog Kuźnię Krzemienia, z mocnym postanowieniem by wrzucać tam tylko materiały, które w jakiś sposób mogą się przydać do gry.

2. Dlaczego tak nie lubisz Poltera?

Nie lubię to za dużo powiedziane, ja go zwyczajnie nie traktuje poważnie. Portal mieniący się największym tego typu w Polsce, a w dziale RPG dostajemy przeklejki z newsów Paizo i WotC. Jak ktoś ma RSS tych wydawców to może pominąć odwiedzanie Poltera. Nie zawsze tak było, wystarczy wejść w archiwum przygód i dodatków by zobaczyć, że kiedyś na Polterze pojawiały się dobre teksty o RPG, przygody, dodatki. Rozumiem, że zawartość zależy od użytkowników, ale jak ci produkują badziewie to lepiej byłoby zwinąć ten jeden czy dwa działy i całą parę włożyć w to co przynosi zyski. Z dobrego źródła wiem, że Polter to nie RPG tylko książki, film i gry, co prawda tam też posucha, ale temu źródłu należy wierzyć ;-)

3. Widziałem, że grasz w Dragon Age RPG – możesz powiedzieć conieco na temat tego settingu? Opłaca się inwestować ?

Dragon Age RPG to obecnie dwa zestawy pudełkowe. Każdy zawiera książeczkę dla graczy, książeczkę dla MG i dodatki w postaci kostek, pregenów i mapy. Uważam, że to bardzo dobra gra o prostej mechanice. Spokojnie mogłaby zastąpić wielbionego u nas Warhammera. Dragon Age mimo pewnej dawki heroizmu to dark fantasy. Bohaterowie nie potrafią na początku zbyt wiele i nawet tysiące punktów doświadczenia nie sprawią, że zaczną nagle pokonywać całe armie. Co się zaś tyczy samego settingu to jest wiernie przeniesiony z gier komputerowych, ale nie trzeba ich w ogóle znać by się dobrze bawić. W porównaniu z wersją komputerową Dragon Age RPG to takie low fantasy, w którym bohaterowie w deszczu wędrują od przygody do przygody. Z gier komputerowych przeniesiono dość dokładnie opis ras i nacji, mamy elfy jako obywateli drugiej kategorii, nielubianych magów i wszędobylski kościół, który tylko patrzy kogo by tu zjarać na stosie. Całość podlano sosem zagrożenia w postaci nadciągającego kolejnego Blighta i wysypu Darkspawnów. Są jednak pewne różnice, magia na przykład w wersji papierowej nijak się ma do tej z gry komputerowej, jest zwyczajnie słabsza. Dość powiedzieć, że jednym z najpotężniejszych efektów jakie może zrobić mag podczas walki to przewrócić kilku wrogów i na chwilę ich ogłuszyć. Nawet potężne czary do jakich mamy dostęp w drugim zestawie nie czynią nagle magii potężną. W porównaniu do takiego Pathfindera gdzie wysokopoziomowe czary wykręcają wrogom trzewia, Dragon Age jawi się niemal jak realistyczne średniowiecze ;-)